Katharsis nie było. Zesłali nas tam czy nie zesłali, to w sumie do końca nie zostało wyjaśnione. Mieliśmy swoją robotę do wykonania, i niewiele więcej się liczyło. Kilku specjalistów, zaopatrzeniowcy, obstawa, ale tak na poważnie to raczej wszyscy więźniowie. Bo to i dziwna wyprawa była, szmatu drogi takiego jak my to niewielu zrobiło. Miało być, kurwa, katharsis. I nie było. Tak potem mówili. Dobrali nas zdaje się pod względem braku moralności. Nie tej złej, tylko właśnie braku. Takiej, co to niewzruszona, bo i nie ma co wzruszać.
Spaliśmy w namiotach, jurtach, gdzie popadnie też. Sprzęt zamakał i zamarzał, brudził się i rozpadał, ledwo udawało się go utrzymać w jakim-takim stanie.
Grupka ignorantów, niepasujących do otaczającego ich świata, która myślała, że coś zmienia. Że coś znaczy.
Był trąd, trud, pot, malaria i szczury. Ale katharsis nie było.
20110623
Subskrybuj:
Posty (Atom)