20101203
Raport: Paulina
Twój brat tam w różowym siedzi
tam go znajdziesz w parku na ławce
spalić ojca chrzestnego
ty szukałeś tylko wyjścia
ty myślałeś że jest fajny
miły gość, tak myślałeś
wierzyłeś w to nawet gdy iskry pokryły niebieski kombinezon
spalić ojca chrzestnego
Twój brat tam w różowym siedzi
tak ci powiedziała
królowa balu - biała suknia, delikatne blond włosy
przedtem mijałeś ją na schodach
płakała
płakała jak jego córka
a ty głupi myślałeś, że to wina tego chłopaka
i dziwiłeś się, że cię zrzucili z tych schodów
potem rozmowa z jej babcią, i wujek kiwający głową
i ktoś, kto klepał cię po plecach na zgodę
wierzyłeś w niego gdy gasiłeś płomienie
twój brat tam w różowym siedzi
a teraz razem z kuzynem wturlali go do jego dołka
spalić ojca chrzestnego
przedtem spotkałeś tylko woźnego
miły facet, nawet wybaczył, że spartaczyłeś jego pracę
ale chciał ci pokazać piękne rzeczy
polali benzyną chyba
wierzyłeś w niego do końca
do momentu w którym zobaczyłeś jak się uśmiecha spod siniaka
a wtedy uciekłeś
ugasić ojca chrzestnego
twój brat tam w różowym siedzi
a ty partaczysz jego robotę
ugasić ojca chrzestnego.
A me, chorro, dural beshava
20101031
Wieczorek poetycki: #3 Swędzi
swell of a city's zeal
smell of acidic meal
smell of midnight's appeal
and wisdom of judges
far away from home
and frenzy of jugglers
that's keeping me still
away froum soul steal
asking for more
won't give you nothing
burned bridges will arise
with swell of a city's zeal
20101015
Raport: Wspomnienie Szachisty
- Zagrać w szachy z patrycjuszem.
***
- Jedno mnie zastanawia, dlaczego to zrobiłeś?
- Goniec na E5. Motywy tak naprawdę nikogo nie interesują, niech pan nie żartuje. Zresztą, wszyscy w tym przeklętym mieście wiedzą, jaka była przyczyna. Cholerny sędzia patrzył z politowaniem na mojego adwokata, jak się próbował wysilać... biedny Andrew. Ten proces zupełnie zwichnął jego karierę.
- No ale jakiś powód miałeś. Wieża na C7.
- Miałem. Niech pan nie udaje, że to pana interesuje. Moja wersja nie jest ani jedyną słuszną, ani pewnie prawdziwą. Zbyt często dawałem się wodzić za nos - Koń na G4 - i poddawać manipulacjom, i za bardzo jestem tego świadomy, żeby chełpić się postępowaniem według słusznego schematu. Nie przeszkadza mi to jednak przyznać się do winy.
- Cóż, niektórzy mogliby uznać, że jesteś niewinny... albo podsuwali by takie słowa jak działanie w afekcie lub wyższa konieczność. Pion na A7.
- Wyższa konieczność? Ha! Wyższa konieczność! Nikt nie wie lepiej od pana, że nie ma czegoś takiego jak wyższa konieczność. Goniec na F6, wróć, D4. Wyższa konieczność jest tylko po to, żebyśmy mogli we własnym mózgu usprawiedliwić nasze działanie, i czasem przenieść to usprawiedliwienie do umysłów innych ludzi. Nie ma czegoś takiego jak wyższa konieczność. Afekt? Dajmy pokój emocjom. Dwudziestu ośmiu naocznych świadków da sobie głowę uciąć, że działałem na zimno, że byłem opanowany, że, poetycko, "biła ode mnie aura chłodu i bezlitości", jak przeczytał mi Andrew z jednego z raportów. Co to w ogóle za słowo, "Bezlitość"? Jakiś idiota musiał spisywać zeznania.
- Koń na G3. Więc?
- Nie ma żadnego usprawiedliwienia. Dostaję to na co zasłużyłem. Wieża na H1. Wygrałem.
20100924
Raport: To nie był film.
Wyglądało to tak, jakby Furażerka to wyreżyserował, i teraz przekazał pałeczkę Budionnówce. Ale pistolet nie był batutą dyrygenta, a pomieszczenie nie było scenerią filmu.
To nie był film. To były wymysły niskiej klasy.
20100912
Raport: memory malfunction, reset in progress
niczemu się nie dziw w mongolii
zostaw za sobą erewań
i piaski blaknącej italii
zapomnij o wiatrach sudanu
zapomnij o iskrach islandii
porzuć wrażenia kazachów
i ogni marsylii nie wspomnij.
odrzuć wrażenia doczesne
zbierane w odmętach cejlonu
i zagub gdzieś w myślach najlepiej
nadmorskie bryzy brabancji
zafunduj reset pamięci
poznawaj wszystko od nowa
zadziw się ryżem w mandżurii
zadziw się piaskiem w mongolii
20100905
Raport: Robota
jedynie których złapiemy są dobrzy
w podskokach tego nie załatwimy
bo jednak trzeba być poważnym
więc patrz pod nogi, jak idziesz aleją
zgubisz ślad i co ci zostanie
patrzysz w księżyc na nim nie ma pomocy
znajdziesz odpowiednich wpadnij do mnie
zrobimy to bo nic innego nie możemy
jak za starych dobrych czasów
gdybyśmy jeszcze jakieś pamiętali
gdybyśmy pamiętali cokolwiek
to byśmy się w to nie wpakowali
ale teraz o tym nie myśl
zajmij się robotą
tak to dobre słowa
zajmij się robotą
to jest to co potrafisz
zajmij się robotą
nawet jeśli na końcu chwycisz łopatę
i zakopiesz wszelkie wspomnienia
gdybyśmy pamiętali cokolwiek
to byśmy się w to nie wpakowali
20100903
Raport: Taki dzień jak ten.
20100830
Zapis: Przeklęta Konwencja
- No ale...
- Nie ma żadnego ale! Albo będziesz podkładał sobie pod dupę kocyk, tak jak prosiłem, albo odmawiam dalszej współpracy!
- No dobra... Obiecuję, od jutra, serio, dobra?
- No. Co następne?
- Sprawdź kierownicę.
- Rysy od rękawic... norma, pasta polerska załatwi... a to co? Znowu złamałeś przełącznik kierunkowskazów? Naucz się w końcu porządnie tymi łapami operować, co?
- Chryste, przecież wiesz jakie są ciężkie. Ciesz się, że jesteś mechanikiem, nie musisz całego tego gówna nosić na sobie, wiesz jakie to przyjemne?
- Dobra, spokojnie. Nie zapomnij mi przypomnieć jutro o podbiciu ciśnienia w kołach, od tego całego tałatajstwa co masz na sobie strasznie szybko dętki schodzą.
- Przyszły te nowe baterie może? Te co mają podobno pociągnąć więcej, niż pięć kilometrów szarży?
- Daj spokój, te tępe buce z magazynowego zachachmęciły wszystkie dla siebie, nijak nie można ich dostać...
- Szlag. Ty, właśnie, pomysł dzisiaj miałem... dałbyś radę mi jakoś dospawać tutaj po lewej takie "u"? Taką jakby rynienkę krótką? Cholernie by mi to sprawę ułatwiło z trzymaniem lancy na dłuższych dystansach, dłonie by mi się tak nie męczyły, pomyśl nad tym, okej?
- Spoko. To lepsze niż ten twój ostatni pomysł, z dziurą przez kanapę i podłogę, żebyś miał jak miecz schować. Pomyślimy.
- Dzięki. Do jutra, co?
- No, o dziewiątej się widzimy jak zwykle. Trzymaj się, i pozdrów swoją!
- Jasne, pytała o twoje dzieciaki ostatnio, jak się mają?
- A dzięki, wszystkie zdrowe. Najstarszy teraz na czeladnika do kowala idzie, zobaczymy jak mu tam pójdzie.
- Dobrze wiedzieć, rośnie kolejny fachowiec... to do jutra!
***
- Pojechał już? Dzięki Bogu... Przeklęta konwencja... rycerze w białych melexach, kto to wymyślił...
20100826
Nocny autobus z piekłem: Pasażerowie #1
- A kto tam wie, do... przystanku jeszcze trochę jest. Śpij, obudzę cię, jak będzie trzeba.
- Nie chce mi się spać.
- To siedź cicho i patrz co za oknem.
- Za oknem ciemno...
- To siedź cicho po prostu.
***
- Ty, ktoś wsiadł? Wydało mi się, jakbyśmy się zatrzymywali.
- Nie, raczej wysiadali... ta babka w welonie na przykład tutaj wcześniej nie siedziała, musiało się miejsce zwolnić, to przyszła
- To był w końcu ten przystanek czy nie? Miałeś mnie budzić.
- Nie wiem, sorry, chyba sam zaspałem... zresztą, nieważne. Z zajezdni też mam blisko do domu.
- Może ty. Ja nie bardzo pamiętam, żebym miał zajezdnię przez okno widoczną.
***
- Proszę wyciągnąć bilety razem z dokumentem potwierdzającym tożsamość.
- Słucham?
- Bilety proszę.
- Wszystkim pan sprawdza, czy tylko na nas się pan uwziął?
- Mam obowiązek każdego sprawdić, jaja sobie robicie?
- A tamta kobieta w welonie? Jakoś nie widziałem, żeby ją pan zaczepiał.
- To wy nie wiecie, że to córka kierownika stacji? Rodziny mają stuprocentowe zniżki do któregoś roku życia, ją to w każdym razie obejmuje...
- No to niech pan podejdzie i ją wylegitymuje. Proszę bardzo.
- No jak to tak? Córkę kierownika?
- Kierownika stacji?
- Nie znacie go? To był, zaraz, nazwiska nie pomnę...
- Może ona będzie wiedzieć?
- Ha, chcesz to sam do niej podejdź, ja nie mam zamiaru... w każdym razie odmawiam okazania biletu, dopóki ona nie zostanie odpowiednio wylegitymowana, a jej tożsamość nie zostanie potwierdzona.
- Zaraz, nie można tak! Co ja w raporcie napiszę? Że nie sprawdziłem biletów, bo w pojeździe była pańska córka?
- A nic mnie to nie obchodzi. Rób co chcesz.
20100819
Wyciąg z Archiwum: Negocjator
- Co? Chyba nie chcesz powiedzieć, że tam wszedł?
- Wszedł, a jak, czego ty się po nim spodziewałeś? Jasne że wszedł. Z rękami podniesionymi i wogóle, krzyczał że chce pogadać.
- I co, wpuścili go?
- Nie.
- No to co?
- Dwanaście ran postrzałowych. Nigdy się nie nauczy.
***
- Wszedł tam?
- No, będzie już jakieś pięć minut jak siedzi. To trzy razy dłużej, niż poprzedni negocjator.
-Myślałby kto, że po poprzedniej akcji będzie się dłużej zbierał, ale nie... bałwan. Dałby se spokój.
- On nigdy nie da. Zobaczysz, ostatni raz go zobaczymy, jak będzie wchodził do gniazda żmij, żeby pogodzić dwie zwaśnione rodziny... o ile żmije zakładają rodziny, a nie dupczą się z kim popadnie chlastając wszędzie jadem.
***
- Medyyyk! Surowica! ...jak to kurwa nie masz, co, skończyła ci się? Kurwa...
20100813
Dowód rzeczowy: Margines
przeciwpiechotną dynamiczne zagubienie Iosif Aackermann był prosty
m finlandzkim kupcem. do czasu. ciepłe picie bosakiem! Gustaw - upi
ór schwytany i przetrzymywany przez carską inkwizycję lampy gazowe
patrzysz zdegustacją będziesz miał grób w grobie oczy otwarte odetc
hnął dopiero na syberii smoki zamieniające się w książąt pod wpływe
m pocałunku gąszcz czasu, który upłynął kazali ci śpiewać piosenki k
tórych nie znasz, za pieniądze których nie mieli rozminowała się moj
a dusza koślawe twarze poznanych ludzi widzianych ludzi ta cała sytua
cja z chrystusem a czemu ty myślisz a nie słuchasz? ty się nie śmiej b
o to nie jest do śmiechu miejsca w których rozgrywa się budynek fac
et z boliwii przywiózł poznaj pana szubę. to profesjonalista, bez dwó
ch zdań. an eye for two eyes and a demon's heart dzień wszystkich z
marłych świętych pinta angielska - 0,47l pinta amerykańska - 0,57l t
he father, the son, and the other one Ifiltz Adenauer zawsze chciał b
yć krawcem dzisiaj prezentujemy... "lord Asriel i umierający tatarzy"
nie trzymam zawziętości w sercu ale zgody nigdy zenon dał kasę i zro
bię pradziadka z kartki A3 benzodiazepiny
20100625
Sprawozdanie: Ballada o Kapitanie Robercie
zabrał do Pragi daleko stąd
kilku wypadło, kilku zostało
kilku wynieśli jak martwe ciało
Z załogą trupów powrócił razem
w porcie kiesę miał pełną migiem
z łapówką i sławą, i wszystkim w komplecie
więc zebrał załogę by wieźć ją po świecie
Kapitan Robert ekipę raz
wziął do Timbuktu i Shangri-La
jedni furiaci, a drudzy szaleni
inni gdzieś w Czadzie ze statku zmieceni
Z załogą trupów powrócił razem
z tych co przeżyli i bunt i chorobę
z silnych i twardzych, odważnych zmęczonych
tylko wierni mu pozostali
Kapitan Robert statek swój
wziął do Pekinu Mozambiku
szalony w kajdanach podziwiał je
jedna z nich dała mu serce swe
Kapitan Robert zobaczył drużynę
nowych i młodych, zielonych krztynę
załoga rozpadła się podczas swych przygód
żaden by nie zniósł następnych niewygód
Z załogą trupów powrócił razem
z tych co przeżyli i bunt i chorobę
z silnych i twardzych, odważnych zmęczonych
tylko wierni mu pozostali
Z załogą trupów powrócił razem
w porcie kiesę miał pełną migiem
z łapówką i sławą, i wszystkim w komplecie
więc zebrał załogę by wieźć ją po świecie
Kapitan Robert ekipę raz
wziął do Timbuktu i Shangri-La
jedni furiaci, a drudzy szaleni
inni gdzieś w Czadzie ze statku zmieceni
(tłumaczenie tekstu ballady zespołu Abney Park, The Ballad Of Captain Robert)
20100623
Raport: Chore majaki / Wzniosłe marzenia
Rozumiesz? Zebrać ekipę zgranych ludzi, zorganizować wyprawę... Nie, nie wiem za czym. Ale wiem, że stałbym z wypiętą piersią na dziobie statku, smakował bryzę wiejącą w twarz, czy gdzie ta bryza ma zwyczaj wiać, i byłbym z siebie dumny. Tak samo bym się czuł, gdybym zaciskał zęby wbijając te takie małe kilofki w zlodowaciałą skałę gdzieś w górach, pewnie w Tybecie. Widzisz, nie liczy się to co bym robił... ważne że miałbym poczucie uczestniczenia w czymś pięknym. Szkoda, że mam alergię na psią sierść, może mógłbym pojechać na biegun... chyba tylko tam zostały białe plamy, ha-ha, na mapach.
Wychodzisz i widzisz, siedemdziesięciu ludzi wypełza razem z tobą z tramwaju - i wiesz, że wszyscy są tacy jak ty, mają swoją historię i masę okoliczności, o których by ci mogli opowiedzieć - gdyby tylko chcieli. A ty wiesz, że to mogli by być twoi załoganci, siedemdziesięciu zaufanych członków grupy, którą zabierzesz gdziekolwiek, byle dalej stąd, bo wszyscy jesteście zmęczeni pełzaniem w pyle codziennym naszym powszednim. Bo wszyscy chcielibyście czegoś nowego, tylko nie potraficie się odważyć.
Więc marzysz - o szczytach gór, o wiernych ludziach, którzy stoją murem, o błysku słońca palącym oczy i wietrze brużdżącym twarz... bo chciałbyś się poczuć jak musieli ludzie czuć się kiedyś, kiedy słowa typu przyjaźń i honor znaczyły coś innego niż dziś.
Nawet sam nie wiesz, po co ci takie marzenie - i, nadużywasz tego słowa - epickości też pożądasz. Wzniosłości. Przerażającej, groźnej zwykłości dnia codziennego, który jest walką o przeżycie. Chciałbyś mieć ciężkie warunki, w których mógłbyś się wykazać.
Chciałbyś mieć tak fajnie.
20100529
Raport: Wiosenni kochankowie
Gdyby odważyłby się podejść bliżej, i zdołał pośród dymu, płomieni i cieni drzew dojrzeć owe postacie, na pewno by rozpoznał w nich ludzi - ubranych w kombinezony i maski gazowe. I na pewno by zauważył, że była ich tylko dwójka.
Zdjął maskę. Odpalił cygaro. Pośród smrodu palonych gniazd i drzew dało się wyczuć nutkę wanilii, jednak nie wiedział który zapach daje mu większą przyjemność.
Po chwili podeszła, również zdjęła maskę, i odpaliła miotacz ognia w stronę jednego z ostatnich bagnistych jeziorek w pobliżu.
- Dwadzieścia do jednego, dziwki!
Zaciągnął się cygarem. Sięgnął po ostatnią butelkę, odpalił, i od niechcenia rzucił w kierunku jeziorka.
- To już chyba wszystko na dziś, co?
Nie odpowiedziała. Jedyne co mógł dostrzec na jej osmalonej twarzy to mściwa, złośliwa radość.
- Koniec, kocie. Jedźmy do domu.
Dalej nic nie mówiła.
- Kocham cię, kocie.
Uśmiechnęła się.
- Wiem.
20100524
Raport: Malarz pokojowy
- Życzyła sobie pani zdaje się stonowane kolory? Tu ma pani paletę, proszę przejrzeć... Ten odcień, pozwolę sobie zasugerować, zdecydowanie korzystnie wyglądałby na ścianie na przeciw okna, nawet w tym pokoju. Tak, oczywiście że dajemy rabat na hurtowe zakupy. O, a ten by był dobry... och, ależ oczywiście. Ostateczna decyzja należy do pani, bez wątpienia. Już przynoszę katalogi.
Pokój wypełniało jasne światło, padające na całą powierzchnię podłogi ze sklepionego łukowo okna. Było jasne popołudnie, gdyby wysilić uszy, prawdopodobnie można by usłyszeć dzieci bawiące się na podwórzu... chociaż może nie w tej okolicy. Pogoda w każdym bądź razie była przepiękna. Prawdziwa wiosna, z tych co to wiatr zwiewa chustki z głów dziewczętom, a chłopcy jadą polować na żaby. Kobieta siedziała na środku pomieszczenia i przeglądała karty firm malarskich. Wszystkie wypełniały odcienie szarości, od grafitu aż po gołębi beż z domieszką mleka. Byłaby spokojna, gdyby nie słyszała kroków dudniących nierytmicznie na schodach. Spodziewała się ich.
Razem z łomotem buciorów do pokoju wpadł smród taniej wódki, cebuli i niemytego ciała, wrzeszcząc "A tam na górze pierdolniemy jakiś szlaczek, nie? Zobaczysz, będzie ci się zajebiście mieszkało, zobaczysz..."
Westchnęła.
20100510
Dowód rzeczowy: Bateria
Teraz podepnij kable w te tam wtyczki... o, tutaj... dociągnij sprzączki od opaski, nie można pozwolić, żeby się zsunęła w trakcie... popraw poduszeczki na podłokietnikach, nie chcesz chyba, żeby mu było niewygodnie, ha - ha... no, w sumie. Nie chcemy, żeby było mu niewygodnie. Trzeba wykluczyć wszelkie możliwości porażki. Gąbki gotowe? Na pewno? Nie chcemy powtórki z poprzedniego eksperymentu. Percy'ego się pozbyliśmy, więc teraz wszystko powinno pójść zgodnie z planem, ha - ha. Dobra. Panowie, idziemy na kawę. Ha - ha.
Dobra, zamontowaliście go? No, panie Coffey. Zamierzamy wykorzystać pana w naszym nowym programie resocjalizacji. Podpisał pan oświadczenie pozwalające nam użyć wszelkich technik dostępnych współczesnej nauce, aby z powrotem uczynić pana przydatnym dla społeczeństwa. Dziękuję w imieniu personelu ośrodka, równocześnie chcę podziękować za pańską zgodną postawę i nie utrudnianie przebiegu resocjalizacji. Panowie - tym razem na pewno się uda! Proszę o przejście za przesłonę, może trochę iskrzyć.
Arbeitkomando Gaman, wystąp! Podgrupy Gakusei i Gakusha - poziom czwarty! Podgrupa Geijtsuka - poziom pierwszy! Jazda! Nie ma czasu do stracenia! Za co wam płacimy, śmiecie? Chcecie wrócić dziś do domu? No to biegiem! Na stanowiska!
...eh. Czasem myślę, że oni to naprawdę lubią. Jak myślisz, Hauptgaido, naprawdę można się aż do tego stopnia zezwierzęcić? Nie patrz tak. To jest zezwierzęcenie, czasem mam... dobra, dobra, już wracam do roboty. Numer 23! Do szeregu!
Chronologia:
1935: w więzieniu Cold Mountain zostaje odkryte zjawisko sprzężonej indukcji elektromagnetycznej neuronów mózgowych człowieka.
1939: Po czterech latach potajemnie przeprowadzanych eksperymentów na więźniach z tamtejszego bloku śmierci badania zostają zawieszone, a wszelkie dane utajnione. Projekt zostaje zapomniany, rząd koncentruje się na działaniach wojennych.
1942: Dane projektu (robocza nazwa: Coffey, od nazwiska ofiary pierwszego w połowie udanego procesu) zostają wykradzione przez japoński wywiad, działający na terenie Stanów Zjednoczonych Ameryki północnej. Badania są kontynuowane na terenie Japonii.
1944: Proces Coffeya, jak teraz jest nazywany przez nielicznych fachowców, zostaje rozwinięty. Głównym przedmiotem zainteresowania władz Japońskich jest wykorzystanie go w celu pozyskania energii z mózgu człowieka. Okazuje się on niezwykle wydajnym źródłem energii. Armia Japońska zostaje zmodernizowana, aby wykorzystać nowe źródło energii.
1945: Armia Japońska dokonuje desantu na zachodnim wybrzeżu USA. Wojsko amerykańskie stacjonujące w tamtym terenie zostaje zaskoczone i rozbite, panuje chaos, lokalna administracja nie może nic poradzić na szalejące wojska japońskie, dokonujące bestialskie ataki na bezbronnych mieszkańców.
1961: Powstaje pierwsza w Japonii elektrownia neuronowa, w rejonie Aonori.
1962: Tajemnicza awaria elektrowni okręgu Aonori nie przeszkodziła wojskom Japońskim dokonać aneksji Korei, Mongolii oraz Kamczatki. Świat obiegają szokujące nagrania przedstawiające działanie broni opartych na Procesie Coffeya.
1974: Zmiana profilu działania elektrowni w rejonach Aonori i Kyoto: z powodu braku wystarczającej liczby więźniów, rozpoczyna się akcje propagandowe, mające na celu skłonienie obywateli do podjęcia pracy w elektrowniach.
1989: Po podpisaniu serii dokumentów, znanych dziś jako "Porozumienia Berlińskie", Japonia obiecuje zaprzestać dążenia do zdominowania kulturowego narodów Europy, w zamian za przyznanie praw pierwokupu ziemi na Księżycu, Marsie, Wenus oraz księżycach Jowisza.
1997: Zostaje uznane prawo każdego mieszkańca Ziemi do pracy w elektrowniach neuronowych, traktowane jest to jako wielki honor.
1999: Zamieszki na ulicach Paryża, Rzymu i Aten doprowadzają do wybudowania na ich terenach kolejnych elektrowni, w celu zapewnienia stałych miejsc pracy miejscowej ludności.
2010: Każdy obywatel Ziemi ma możliwość, po podpisaniu stosownego oświadczenia, zrzec się swoich praw człowieka i stać się własnością najbliższej elektrowni neuronowej.
20100420
Wieczorek poetycki: #2
potraciliśmy przewodników w niedoli
utraciliśmy jasność ich myśli
pozbawiono nas siły ich woli
sztandar niosąc potknięcia liczymy
łzy łykamy w nadziei na wczoraj
jasność świeci nam gdzieś za plecami
but kładziemy na ziemi tak chorej
sztandar ciąży nam coraz bardziej
coraz więcej z pochodu odłącza
chciałoby się sól ziemi czarnej
wspomnieć, wspomnieniem związać
ile razy ktoś od nas odejdzie
ile razy nadzieja okłamie
tyle karbów w pamięci kładziemy
aż się w końcu i ona w nas złamie
cel zatonął przed nami w oparach
błoto plami nam umysł i duszę
beznadziejne błąkanie w moczarach
prowadzi nas w nieszczerą skruchę
chcielibyśmy móc marzyć o sile
albo zdobyć choć myśl wpół radosną
większość woli iść w apatii cichej
lub wybiera swój stryczek pod sosną
szlakiem zwiędłych róż podążamy
honor splamion, sztandar sam się zwinął
chcielibyśmy złamać historii ramy
zmienić los co jest naszą przyczyną
i choć droga przed nami tak ciężka
i choć cel pozostał nieznany
tak naprawdę niewielu z nas zwleka
by dotrzeć do końca tej dramy.
20100412
Nocny autobus z piekłem: Lekcja życia
- Słucham?
- Nie kryj się, ja, ja, ja, ja tam nawet lubię czarnych... słyszałem, jasne, że dużo na was się krzyczy,że brudasy, ale nie, ja nigdy, ja zawsze - człowiek jak człowiek, prości ludzie, jak my...
- Aha.
- No, i zawsze im mówiłem, że szaconek trzeba mieć, dla drugiego człowieka, bo szaconek to najważniejsze... ja zawsze szaconek miałem, nawet jak w pierdlu siedziałem, ha, to teraz wszystkie mafie znam, co to powychodziły... ale ja się nigdy nikomu nie kłaniałem, rozumiesz? Szaconek miałem dla samego siebie, za każdym... dwa, trzy, dobrze liczę, trzy razy w pierdlu byłem, murzynów jak ty tam nie widziałem...
( - Jezu. On myśli, że jestem czarny... widziałeś kiedyś coś takiego? A jakbym mu dłonie pokazał? Dłoni mi nie zamalowała...)
ale traktowałbym jak ludzkiego człowieka, nie jak śmiecia, ale ci, oni tam ludzi jak ścierwo, jak ścierwo mówię... Szaconku dla istoty ludzkiej nie mieli, rozumiesz?
(- Kurwa, uwielbiam takich drobnych pijaczków. - No, słuchanie takich w nocnych to jak czytać miasto od podszewki... - A niech se bełkocze, nieszkodliwy jest)
A teraz to powychodziło, bez honoru, bez klasy, bez honoru... a honorowym trzeba być! U ruskich to z tym nie ma problemu, tam to od razu wiadomo, czy człowiek jesteś czy nie, wiesz jak to wygląda? Albo z kimś pijesz, albo nie, albo widzisz, że jest człowiek, nieważne, zabił ci żonę, pijesz, czy był twoim sierżantem, pijesz, rozumiesz? O to chodzi. Z miejsca poznajesz. Oni poznają, we krwi to mają, nie? Ruscy i ten ich zasrany honor. Jeszcze ich popamiętamy, zobaczycie...
Nocny autobus z piekłem: Przystanek Iran
- Co, to? A nie, nie, żaden zakład, śmieszna historia po prostu.
- Opowiadaj. Mamy chwilę czasu.
- Irański nowy rok.
- Co?
- Irański nowy rok obchodziliśmy, impreza organizowana była. I tam taka tradycja jest, że zawsze dwóch takich czarnych chodzi i wróżby rozdaje. Koleżanka mnie poprosiła, no to się dałem pomalować razem z kumplem... tylko teraz to cholerstwo nie chce zejść.
- Próbowałeś to zmyć?
- Jasne. Ni cholery, tylko trochę się rozmazało.
- Ty, to może jakieś mleczko do demakijażu? Powinno pomóc...
- Tak, bo ja, cholera, mam mleczko do demakijażu na mieszkaniu. Jasne.
- No, w sumie...
- Wiesz, co jest najgorsze? Nie jestem nawet pijany. Całość pamiętam, maks trzy piwa wypiłem...
- No, a tak to rzeczywiście kiepsko.
***
- Ty, już jedzie. Wsiadasz?
- Ale to na pewno tamtędy jedzie?
- Jasne, wysiadasz przystanek wcześniej i akurat masz w sam raz żeby podejść, mieszkam tam to wiem.
20100410
Raport: V rozbiur polski
- Babciu, jużci powtarzałem, że to jest niedo...
- ...twierdzamy informacje na temat katastrofy w Smoleńsku: Polski samolot Tu - 154 został zestrzelony przez Rosyjskie jednostki obrony przeciwlotniczej. Jak podaje agencja Reuters, ma to być początek "Operacji Car". Kolejnym jej elementem jest przyłączenie przez prezydenta Aleksandra Łukaszenki Białorusi do Rosji i poddanie się władzy prezydenta Miedwiediewa. W tym momencie istnieją niepotwierdzone pogłoski o połączonych siła...
- Mówiłam! Mówiłam!
- Ale, babciu...
- Zamknij się, gówniarzu! Nie rozumiesz, co się dzieje? Biegnij powiedzieć dziadkowi, a jak będziesz wracać weź szmaty z ganku, będziesz skręcać lonty...
- Niestety, nie mogę pana przepuścić.
- Kurwa, widzisz to? Widzisz co pisze na tej cholernej legitymacji? Nie obchodzi mnie, co powiedzą twoi przełożeni, mam bilet na ten pieprzony pociąg, i choćbym miał pisać odwołania do Putina, to tam wsiądę! To jest jawne pogwałcenie praw człowieka! Żądam widzenia z pana przełożonym!
- Pozwoli pan, że nie będę omawiał z panem poglądów moich czy mojego przełożonego. Jeżeli chce pan z nim porozmawiać - proszę bardzo, już tu idzie.
- Panie sierżancie! Proszę... o... kurwa...
Strzał.
- No, co tam, Wania? Kolejny polski pismak próbuje wyjechać? Nigdy się nie nauczą...
...koniecznie należy powiedzieć, Lech Kaczyński był, i będzie zapamiętany, jako wybitna postać, jako polityk twardych poglądów, ale sprawiedliwych sądów, jako człowiek, który dla dobra Polski robił wszystko, co w jego mocy. Chciałbym równocześnie potwierdzić, że w tym momencie Kapituła Orderu Orła Białego rozpoczyna proces przyznania tego najwyższego w Polsce odznaczenia pośmiertnie najwybitniejszemu z Polskich prezydentów...
- Maryjko, zostaw, zostaw to... Boże mój, spójrz za okno... słyszysz? Chryste, Ruskie czołgi... dom Wolszczaków spalony, dym w niebo idzie... Zostaw, do cholery! Nie ma teraz na to czasu! Bierz dzieciarnie i uciekaj do piwnicy! Miejmy nadzieję, że spieszą się do Warszawy, może nas ominie... Biegnij, mówię! Czołgi aż po horyzont!
20100404
20100317
Zeznanie: Umiarkowanie
Fragment rozmowy obił mi się o uszy, kiedy wchodziłem na salę rozpraw. W sumie nie wiedziałem, co to ma do rzeczy. Ciężko było mi się zorientować w gwarnym, dusznym pomieszczeniu po wejściu do niego z letniego popołudnia, jakie odbywało się za jej murami.
Świadek siedziała na swoim miejscu, przed obliczem sądu. Dobrze zbudowana , o niebieskich oczach, z blond włosami spływającymi na ramiona… nie widziałem dokładnie, bo była odwrócona profilem, ale wydawała się całkiem atrakcyjna. Kiepsko. Szkoda jej.
- … słyszałem rewelacyjne rzeczy na jej temat. Podobno kręciła się cały czas w okolicy, kiedy to wszystko się działo… praktycznie jest świadkiem koronnym.
- Eee, pieprzysz. To bujda, nie miała szans dostać się tak blisko, wszystko było ściśle tajne… świadek koronny? A widzisz gdzieś przemiłych panów z programu ochrony świadków? Ja nie.
Tak to już jest, ostatni świadek w dwuletnim procesie rzadko ma szansę coś zmienić. Chciałoby się wierzyć, że jest inaczej, ale to naiwność. Zasłyszane fragmenty rozmów zdawały się to potwierdzać. Mnie osobiście wynik procesu mało obchodził, miałem tylko wysmażyć raport dla centrali i zgarnąć za niego tygodniową wypłatę, ale wokół mnie wrzało – może ta kobieta miała okazać się dobrą wróżbą i przynieść odmianę na lepsze? Ciężko stwierdzić. Pierwszy raz ją widziałem, nie miałem na jej temat wyrobionego zdania.
Zobaczy się.
Mam nadzieję, że szybko im to zleci. Chciałbym być już w domu. O, sędzia idzie.
Do roboty. Karty na stół, panowie i panie.
20100305
Wieczorek Poetycki: #1
Now he have a hat of straw
With living blade of grass
He picked it on Dark Morass
But when he goes ahead
He walks like shooted in the head
Dead one he is not, but do not be fooled
Deaf one he is, his mouth is dull
He spokes not, don't let him in
He'll look at you and serve you bargain
He'll touch your soul through stained glass
Then you will know to tremble your ass
His crows won't let you sleep all night
And with their wings will come insight
When you realise, that comes the offer
You should stand still or gain a chamfer
His blade of grass will be your scythe
He catch you in but not to soothe
Your pain will feed his glowing eyes
You'll have no chance to ease demise
He'll raise his arms and suck you whole
And world won't see that you are gone.
20100227
Pamiętaj, kurwa
Ale pozostałych dwóch nie pamiętasz i tak, prawda?
Spróbuj sobie przypomnieć.
Nie pamiętasz. Próbowałeś sobie przypomnieć przez ostatnie pięć minut, i nie możesz. Nie pamiętasz nawet, kiedy ostatnio pamiętałeś.
Ale wiesz, że były trzy.
I dlaczego tak psuje ci nastrój, że ich nie pamiętasz?
Przecież to tylko twoje zasady. Kiedyś tak myślałeś. Dalej tak myślisz, tylko że ich nie pamiętasz.
Nigdy nie bierz niczego na pewno? Nie, to nie to.
Na pewno nie znasz wszystkich okoliczności, tego jednego jesteś pewny.
Ale całej reszty nie.
Bo jak zwykle, na koniec się okazało, że sam sobie jesteś winien.
20100216
Zapis: Przygody pułkownika Pfefferwerka
20100203
Zapis: Studia
Trzask odkładanej słuchawki. Głęboki wdech. Trzeba się uspokoić, emocje szkodzą na pracę. Nastawił wodę w czajniku, który po chwili zaczął uspokajająco szumieć.
Przez chwilę próbował się powstrzymywać, ale przegrał: sięgnął do lewej szuflady biurka i zapalił papierosa. Żarząca się końcówka błyszczała w mroku, kiedy stał przy ciemnym oknie, czekając aż woda na kawę zacznie wrzeć.
Zaczął sobie przypominać książki, które ostatnio czytał dla przyjemności, nie z obowiązku - nie było ich wiele. Ledwie dwie w ciągu ostatniego miesiąca. Cholera, może misiek ma rację, że za bardzo go ta praca pochłania, pomyślał. W końcu siedzę w instytucie więcej niż we własnym domu. Trzeba coś z tym zrobić, obiecał sobie.
Zalał kawę wrzątkiem. Wypił ją prawie duszkiem, parząc sobie gardło. Nie zwrócił na to uwagi. Był już gotowy. Chwycił siekierę opartą o biurko i zszedł do piwnicy.
Panowie Leibniz i Spinoza wymagali dużych nakładów pracy.
20100202
Zeznanie: Osąd
- Ty skurwielu! Sprzedałeś nas! Sprzedałeś sam siebie!
- Uspokój się. Teraz te słowa nic nie znaczą. Ci wszyscy ludzie na zewnątrz i tak usłyszą to, co będę chciał, żeby usłyszeli.
- Wypierdalaj! Straciłeś się! Po tylu latach, kiedy mówiłeś wszystkie te rzeczy, a my ci wierzyliśmy... Zdradziłeś. Nie ma dla ciebie ratunku, dopadła cię pycha, kiedy razem szukaliśmy dumy... za dobrze ci było! Za dobrze! A my pokładaliśmy w tobie całą naszą nadzieję... naiwniacy.
- Powiedziałem już, żebyś przestał pierdolić. Straż!
- Wezwij straż! Broń się przede mną! Powiedziałem ci już wszystko, co miałeś usłyszeć, teraz zostań sam z moimi słowami i swoim sumieniem! Zostań sam! Kara i tak cię nie ominie!
- Straż!
***
Strzał. Krew na posadzce.
***
Idę szukać snajpera.
20100127
Raport: jednorazowy, dwudziestoletni
Podsumowanie dzienne, godzina 09:48, 27 stycznia 2010.
Bilans strat:
- obiektywizm sądów
- możliwość zostania kucharzem z wykształcenia
- czas z przyczyn różnych, rzadko niezależnych
- romantyczne spojrzenie na romantyczność
- pasek od zegarka
- żal za żabę
- chęć do wyjazdów nad morze
- przewidywalnie: możliwość pozostania takim samym
Bilans zysków:
- trzeźwe spojrzenie na romantyczność
- obowiązki
- przewidywalnie: jeszcze więcej czasu
- odpowiedzialność w małym stopniu
- duże ilości wiedzy o rzeczach kompletnie nieprzydatnych
- drobne kawałki wiedzy o rzeczach istotnych
- nowy zegarek
- kawałki zapisanego papieru
20100117
Zeznanie: Podejście do sprawy
Poprawić gogle. To ważne. Ten cholerny deszcz ze śniegiem zacina pod jak najzłośliwszym kątem: kiedy się idzie zgarbionym, pada wprost na szkła, rozbryzgując się w małe bure ciapaje. Nie pomaga też wiatr, wiejący prosto w twarz - sprawia tylko, że ciapaje rozmazują się po całym polu widzenia, i wtedy już kompletnie nic nie widać. Jedyne co można wtedy zrobić, to przystanąć na chwilę, delikatnie wysunąć gogle spod czapki, żeby wiatr jej nie zwiał, i przetrzeć rękawicami. Potem założyć je z powrotem na twarz, ułożyć paski tak, żeby nie uciskały uszu, i ruszyć dalej pod górę. Tyle że kiedy ma się czyste szkła, to słońce razi jak cholera, i nawet jak się pochylić pod bagażem, to i tak w jakiś niepojęty sposób świeci prosto w oczy. Do tego już całkiem roztapia tę brudnoszarą papkę, która zbełtała się z błota i śniegu, która zaczyna spływać małymi strumyczkami w dół - przemaczając po kolei buty, skarpetki i przemarznięte stopy. Z tym, że tu jest trudniej niż z goglami - nie bardzo jest jak idąc pod górę zmienić buty czy skarpetki.
Więc kiedy frustracja narasta, ty masz co raz to większą ochotę żeby zrzucić z siebie plecak, rozłożyć ramiona i wywrzeszczeć w świat swoje zrezygnowanie i wściekłość na tę cholerną pogodę, i już prawie to robisz, jesteś wyprostowany, nabierasz powietrza...
Pfff.
Nawet to ci zabrali. Nie możesz już sobie nawet ponarzekać.
Cholerny deszcz.
Cholerne słońce.
Cholerna tęcza.
Idziesz dalej.
20100110
Zeznanie: Przebieg Wydarzenia
Jeden z wielu baraków w miejskich dokach. Magazyn jak każdy inny. I tak jak w każdym innym magazynie w dokach, wcześniej czy później...
- Puszczaj! (kobiecy głos)
- Stój kurwa spokojnie, to ci się nic nie stanie (głos męski, sugerujący ogólny brak higieny, za to nadmiar alkoholu)
- Zabieraj łapy! [trzask]
- Weź ją kurwa uspokój. [kroki]
- No, malutka, będziesz miła? Zaraz wszystk[chrup]oomać! Obcas! Wbiła mi jebany obcas w stopę!
[Trzask.]
- Teraz będzie spokojna.
- Dobra, przywiążcie ją do krzesła. Możemy na niego zaczekać, daję mu średnio piętnaście minut. Maksymalnie osiem.
Dobrze że dodał to maksymalnie osiem. Trzy minuty później byłem na miejscu. Chciałbym powiedzieć, że wywaliłem drzwi z kopa. Niestety - były to otwarte na oścież wielkie drzwi magazynu. Nie było czego kopać. Chciałbym powiedzieć, że pod moimi rozpalonymi z wściekłości oczami jarzyło się cieniutkie cygaro, a wąska strużka dymu uchodziła pod sufit. Niestety - nie palę. Nie było czym się zaciągać.
Za to mogę powiedzieć jedno: jeżeli będzie trzeba, rozkurwię cały magazyn w drobny mak, jeżeli będzie trzeba, ominę kule pistoletów i rozszarpię tych skurywsynów gołymi zębami. To nie będzie sąd ostateczny. Ale z tak małej odległości trudno będzie odróżnić.
Jesteś moim słabym punktem. Oni o tym wiedzą. Moją piętą achillesa.
Nie wiedzą, co się dzieje, kiedy się wkurwię. Dowiedzą się.
20100108
Wyciąg z Archiwum: Zamieć
| to miał porażenie czy coś, i wiesz trochę niedowłasa jedna ręką i noga, nie wiem jak Ci to wyłtmaczyć, ale może znasz kogoś takiego i wiesz o co mi chodzi? : P zaniżone poczucie wartości np. jeść nożem i widelcem jednocześnie
|