20100117

Zeznanie: Podejście do sprawy

Poprawić gogle. To ważne. Ten cholerny deszcz ze śniegiem zacina pod jak najzłośliwszym kątem: kiedy się idzie zgarbionym, pada wprost na szkła, rozbryzgując się w małe bure ciapaje. Nie pomaga też wiatr, wiejący prosto w twarz - sprawia tylko, że ciapaje rozmazują się po całym polu widzenia, i wtedy już kompletnie nic nie widać. Jedyne co można wtedy zrobić, to przystanąć na chwilę, delikatnie wysunąć gogle spod czapki, żeby wiatr jej nie zwiał, i przetrzeć rękawicami. Potem założyć je z powrotem na twarz, ułożyć paski tak, żeby nie uciskały uszu, i ruszyć dalej pod górę. Tyle że kiedy ma się czyste szkła, to słońce razi jak cholera, i nawet jak się pochylić pod bagażem, to i tak w jakiś niepojęty sposób świeci prosto w oczy. Do tego już całkiem roztapia tę brudnoszarą papkę, która zbełtała się z błota i śniegu, która zaczyna spływać małymi strumyczkami w dół - przemaczając po kolei buty, skarpetki i przemarznięte stopy. Z tym, że tu jest trudniej niż z goglami - nie bardzo jest jak idąc pod górę zmienić buty czy skarpetki.

Więc kiedy frustracja narasta, ty masz co raz to większą ochotę żeby zrzucić z siebie plecak, rozłożyć ramiona i wywrzeszczeć w świat swoje zrezygnowanie i wściekłość na tę cholerną pogodę, i już prawie to robisz, jesteś wyprostowany, nabierasz powietrza...
Pfff.
Nawet to ci zabrali. Nie możesz już sobie nawet ponarzekać.

Cholerny deszcz.
Cholerne słońce.
Cholerna tęcza.
Idziesz dalej.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz