20091213
Zapis: Ponadopiekuńczość
Nie powinieneś.
Za bardzo.
Za mocno.
Za często.
Ciągle.
Szkodzisz.
W kółko.
Cały czas.
Myślisz.
Chcesz.
Wracasz do tego.
Nie wracaj.
Pomimo że wiesz, że trzeba.
Ale ty zawsze tak utrzymujesz równowagę, nie?
Chcesz coś bardzo. Wiesz, że gdybyś się nie powstrzymywał, to byś wtopił. Nie chcesz wtopić. Przesadnie przesadnie czegoś nie robisz, prawie zawsze... i dzięki temu możesz to zrobić raz. Potem znów. W kółko, jak na karuzeli.
Chciałbyś się wyspowiadać, nie?
20091122
Dowód rzeczowy: biały miś
Tym właśnie nie jesteś, a tak ja cię traktuję. Zapominam, że nie jesteś moja. Nikt nie jest czyjś. Choćbym nie wiem ile w ciebie wpakował (pac, owszem, ale nie tylko), nigdy nie będziesz moja. Mogę być mądrym, podpowiadać innym jak sobie z tym radzić, ale jak się samemu do czegoś takiego dochodzi, to jest wielkie przerażenie, kiedy sobie z tego zdaję sprawę.
Choćbym nie wiem jak chciał, jeżeli bym chciał, ale teraz już nie chcę - nie jesteś moją własnością, nie należysz do mnie, nie zależysz ode mnie, nie żyjesz dla mnie. To nie jest coś, czego ktokolwiek mógłby wymagać.
Możesz być słodką przytulanką, ale ja nie powinienem zapominać, że masz oczka z twardych guziczków. Muszę. Zawsze. O. Tym. Pamiętać. Bo kiedy przestanę, kiedy wszystko będzie zwyczajne, to nie będzie dobrze. Bo kiedy się do czegoś przyzwyczajam, traktuję jak swoje. Bo przecież zasłużyłem. Bo mi się należy. Choćbym nie wiem ile zrobił, nigdy nie będziesz mi się należeć, nie ma takiego prawa, które by ci to nakazywało. Zapomniałem patrzeć ci w oczy, zaczynam patrzeć na nie (I tutaj karmię się swoim optymizmem, bo już - już prawie napisałem "patrzę", ale nie, zmieniłem na "zaczynam patrzeć").
I teraz są słowa rozgoryczone, słowa głupie, smutne i żałosne, ale teraz, w tym momencie jak najbardziej prawdziwe.
Przecież ty nawet wieczności ze mną nie spędzisz.
20091119
Dowód rzeczowy: maska
Tylko co potem? Myślisz że maski lubią pozostać ściągnięte?
Hm? Wiesz już, jakie to uczucie, kiedy kogoś przepraszasz, i zaczynasz się zastanawiać, czy rzeczywiście szczerze i gorąco przepraszasz, czy może to po prostu kolejny chirurgiczny zabieg w trakcie operacji, gdzie pacjentem są relacje międzyludzkie? Dokładnie wymierzone cięcie skalpelem, kilka nakłuć tu i tam, i masz to co chciałeś, zdrowy/idealny/twój efekt. Nie liczy się w sumie to, czy jest dobry czy zły obiektywnie, liczy się tylko to, że ty na niego wpłynąłeś, świadomie. To jest nałóg, od którego ciężko się uwolnić.
Ale przecież to nic złego, prawda?
Wiesz co jest pocieszające? Jeżeli zauważasz problem, i nazywasz go problemem, to już jakiś początek.
20091111
Zeznanie: szalony klaun
Nie można całego życia przejechać na oparach absurdu. Głos obił ci się rykoszetem przez pokój i trafił do twojej czaszki, i zarezonował tam. Miałeś ochotę półżartem zapytać z udawanym zdziwieniem "...nie?" i zrobiłeś to, bo tak. Wtedy właściciel głosu nie spojrzał ci w oczy, właściwie spuszczał je trochę w dół, i powiedział na wpół do siebie "no chyba nie..."
A ty byś chciał.
Zawsze chciałeś.
Zrozumiałeś to wtedy, kiedy ci powiedzieli, że nie możesz. I tym bardziej chcesz, chociaż się zastanawiasz, chociaż twój półżart rozbudził kolejne kwestie poruszające innych ludzi, i oni mówili wyjątkowe rzeczy o wyjątkowych ludziach, to ty właściwie wtedy już tego nie pamiętałeś. Bo miałeś w głowie te słowa, a wtedy dołączyły do nich inne słowa, te wtedy rozbudzone: o tym że to tak specjalnie, że to nie jest normalne, i że zwyczajnie tak nie jest.
I wtedy zrozumiałeś.
Chciałeś być taki jak oni. Zawsze chciałeś być taki jak oni, niezależnie od tego, kim by oni nie byli. Ale nie sądziłeś, że oni tacy nie są. To kwestia tego jak ich widzisz. I nawet jeśli ktoś z nich mówił bądź sobą (przypierdol mu jeśli chcesz) to ty chciałeś być jak on. Bo ty patrzysz na świat, jakbyś nigdy nie wychodził z gabinetu krzywych luster. Właściwie krzywych okien, albo krzywych okularów, przez które patrzysz.
I nigdy nikt ci tych luster nie zbił. A powinni, jeśli naprawdę by chcieli czegoś nauczyć.
Kurwa.
Nie wierzysz sam sobie, że tak było?
Już nie pamiętasz?
(Zdradzić wam zakończenie? Mi już dziś wieczorem opowiedzieli Szaleni Klauni. Wszystko dobrze się kończy.)
20091103
Zapis: Barton Fink
czy to sen czy jawa czasem się do siebie śmiejesz
Czasem dół masz okrutny zmieniają się nastroje
W dzień się czujesz bezpiecznie raczej w nocy się boisz
I nie możesz (wyjechać ze/pojechać do?) swojego nowego jorku, bo to oczywiście byłoby za proste. Niezależnie od tego, gdzie aktualnie znajduje się nowy jork, czy w australii, czy w knajpce za rogiem, gdzie twoi znajomi w jednym rogu smażą naleśniki, a w drugim naprawiają radia i żarówki. Patrzysz na nich i myślisz, oni mają swój szczęśliwy nowy jork, swój szczęśliwy nowy rok, czy wszystkie lata ze sobą, czy wszystkie lata szczęśliwe za sobą, czy może wszystkie lata szczęśliwie za sobą. Tobie to nie robi różnicy, bo oni akurat polewają talerz polewą czekoladową albo dzwonią do tej cholernej hurtowni po paczkę tranzystorów, a ty patrzysz z boku i czujesz się prawie szczęśliwy: wyszedłeś z hotelu, poszedłeś do knajpki za rogiem, którą prowadzą twoi znajomi i zjesz te cholerne naleśniki, albo nie, w ostatniej chwili zmienisz zdanie, tylko dlatego że możesz, i zamówisz okazję dnia pierogi ruskie. Zasmażane. I nikt ci nie powie, że to niezdrowe.
Potem wyjdziesz, i wiesz co? Oni dalej będą tam siedzieć. I będą z tego cholernie zadowoleni, bo chociaż siedzą w dwóch przeciwnych kątach knajpy, to to jest ich miejsce, gdzie przyjmują kogo chcą, ugotują co chcą, jeśli potrafią to ugotować, naprawiają co chcą, jeśli potrafią to naprawić, a potem, po dniu umiarkowanie ciężkiej pracy siadają ze sobą i rozmawiają, albo idą na zaplecze albo na piętro przespać się ze sobą, jeśli akurat mają chęć.
Przynajmniej chciałbyś, żeby tak było.
Bo wyglądają na przyzwoitych ludzi.
20091031
Dowód rzeczowy: zeszyt
Raczej będzie dobrze bo przecież musi toniesztuka masz miły głos futuris meus est in visceris nie ma świętych nil mortiem sine lucre to miała być harfa luci fer ale nie wyszło trias upadły wuj roch jego groch symbol św. cuthberta (srebrny) prawnik slant nie w tej polsce nie posłuchaliście mnie gdzie tu logika kochana grando zonder komando prześmierdła dymem z bratnich ciał pomyślała biedronka a po chwili nadepnął na nią człowiek opadły mgły to wstaje nowy dzień szczęście miłość przyjaźń jestem przedstawicielem prawa wy sukinsyny list który napisałam a ja wam mówię: w tym deszczu jest coś niedobrego ja wysiadam wy macie rację a my mamy karabiny i wszyscy bawią się dobrze nic nie jest banałem jeśli dotyczy ciebie bezpośrednio chciałabym być tak obojętna w taką pogodę ludzie w petersburgu wstają o drugiej w nocy popatrzeć jak podnoszą mosty ale to wszystko i tak traci sens a gdy bóg odezwie się słowami proroków zaprawdę powiadam wam: są to szaleńcy, albowiem boga nie ma ale tylko do czasu nie żebym smutny był czy coś czy tak czasem nie kończy się lekcja patriotyzmu apokalipsa wg. św. georga gremium ds. przymusowej eutanazji ciekawe czy tak będę umierać czy taka będzie apokalipsa św. george rozstroiła się i nie ma kto nastroić więc czekam betlehem corp chętnie w końcu by była jakaś odmiana wszyscy wiemy po co tu jesteśmy powiesz co powinnam wiedzieć wiesz to wszystko jest aż czy tylko to z pewnością nie byłby chwalebny czyn tylko ja moja broń i ten drań raz na zawsze i już nigdy więcej rozstrzelani w sali chemicznej chcecie umrzeć jak jeszcze nigdy w życiu i nie miej takiej miny bo robi mi się żal czarni pancerni wodzowi wierni amen thurman jako jedyny przeżył wzgórze 665 sam jego narzeczona umarła w czasie epidemii cholery w kuo toa czy tak wygląda przygnębienie wszyscy byli martwi nieważne do szczytu dojść nie mogę może go nie ma wysłannik wolny godny i swobodny właśnie w tej chwili gdzieś tam twój brat jak chrystus na harfie rozpięty dobrze mu tak niech wie że niełatwo być świętym nikt nie zna wszystkich znaczeń flaminga krakanie wron na drzewach przypomniało mi że idzie wiosna mocniejsze niż jakakolwiek magia
20091030
Zeznanie: szczurołap
Chciałeś jej pomóc, nie? Wszyscy tak mówicie... i pewnie macie rację. Stary, wpakowałeś się już wtedy, kiedy pierwszy raz spojrzałeś na nią w ten sposób. Już wtedy było po tobie. Trzeba było wstać i wyjść, nie zwracać uwagi, zamknąć się u siebie na kilka dni, i przestać myśleć... może wtedy miałbyś spokój. Ale żaden z was tak nie potrafi, chyba że się mylę? No właśnie. Nikt z was nie jest do tego zdolny. Słuchaj, pracuję tutaj już piąty rok, wiem co mówię. Uważaj, wchodzi. Odwróć się, teraz. Patrz na mnie.
Pierdol się. Jak ci nie zależy, to nie muszę z tobą gadać. Chcę ci pomóc, a ty zdaje się starasz się zrobić mi na złość. Teraz już nic nie zmienisz - ostatni raz miałeś na to szansę, kiedy mówiłeś jej pierwszy raz do zobaczenia. Trzeba było zamiast tego zamknąć ryj i zacząć uciekać.
Ale wy jesteście na to za mięccy. Przejmujecie się. Za krótko siedzisz w tej branży, więc nie wiesz - tutaj przejmować się, to jak otworzyć mięsną konserwę w basenie z piraniami.
Wiesz, zawsze się zastanawiam, co wami kieruje? Co wy z tego macie? Jaką motywację? Kręci was to? Fetysz jakiś? ...dobra, już przestaję. Pytam, bo spotykam takich jak ty na pęczki, przychodzą tu z różnych powodów, nie, nie powiem ci jakich, i w końcu zacząłem się interesować, nie? To tak jak ze szczurołapami. Ciężko im nie zacząć w końcu obserwować gryzoni. Marne porównanie? Ale za to jakie prawdziwe. Bo wy jesteście szczurami. Tchórzami. Brakuje wam jaj na jakiekolwiek poważniejsze akcje, i dlatego kończycie jak kończycie - poprzez wygodne niedopowiedzenia, domyślne półsłówka, i inne takie. Nie potraficie mówić wprost, nie? Ale wydaje się wam, że jesteście chytrzy. Szczury.
Dobra, koniec gadki. Mam cię zaprowadzić tam, na salę, o określonej godzinie. Będziesz grzeczny, czy mam już zacząć szarpać?
Jasne.
Żaden z was jeszcze nie stawiał oporu.
Tchórze.
20091027
Zapis: 1
Tylko to, że zawsze działałem w dobrej wierze.
Tak, takie słowa zawsze pasują. Nawet wtedy, kiedy przy ostatnim "rz" nagle zdajesz sobie sprawę, że brzmisz jak idiota, który tak naprawdę jest zbyt głupi, żeby wymyślić lepsze wytłumaczenie.
Wszystkie moje działania, także te opisane w przedstawionym przed chwilą raporcie, mogę wytłumaczyć jednym prostym zdaniem - zawsze chciałem jak najlepiej dla *..........* i *..........*. Nigdy bym nie skrzywdził *..........*, a wszystkie te okoliczności to tragiczny...
Motywacje nie są ważne. Potem, po wszystkim, kiedy dwóch gości opowiada sobie o tobie w barze - liczy się tylko to co zrobiłeś.
...zbieg porusza się kradzionym samochodem na południe ulicą...
Chyba że była to zbrodnia w afekcie - zakrwawiony nóż zawsze dobrze brzmi nad szklanką piwa. Bez dwóch zdań.
I need your clothes, your boots, and your motorcycle.
I nawet wtedy, kiedy przypominasz sobie wszystkie cytaty z marnych kryminałów, które widziałeś, które oglądałeś - nawet wtedy wiesz, że były naprawdę marne. Nawet jeżeli świetnie pasują do sytuacji.
To wszystko zaczęło się już w podstawówce chyba, pamiętacie? Już wtedy był *..........*...
To tak jak w zbudowanym z ran, jak we wstań i idź - chociaż tam przynajmniej wiedział, mniej czy więcej, co robi - niezależnie od tego, co później mówił w sądzie.
Proszę odpowiedzieć na jedno, jedyne pytanie. Czy podczas planowania napadu kierowały panem inne pobudki niż chęć odniesienia korzyści materialnej?
Nie.
Wbili mu elektrodę w kręgosłup - takie coś zawsze zostawia dobre wrażenie, ciężko z tym dyskutować.
Więc zadaj sobie pytanie, nie musisz mi odpowiadać - przejmujesz się opinią innych...
20091020
Raport: oldskul
Zarzuty: zapatrzenie w Przeszłość, masowe morderstwa dokonane na Wnioskach, kontakty z podejrzanymi: Nostalgią i Melancholią, opóźnianie działania i brak współpracy z Myślami porządkowymi, sabotaż Rozwoju, wzniecanie buntów przeciwko Postępowi, działalność terrorystyczna na polu intelektualnym
Argumenty obrony: stwierdzono częściową przydatność, możliwa resocjalizacja, zwłaszcza wobec faktu chęci współpracy oskarżonej (Uwaga oskarżyciela: badania psychologiczne nie wykazały występowania wyżej wymienionych chęci u oskarżonej, podejrzewa się kontakty obrońcy z Sentymentem), opracowania danych Podświadomości na temat znaczenia Zapomnienia w życiu oskarżonej i niechęci do niego,
Świadkowie: brak wiarygodnych, wpisy w aktach wspominają o istnieniu potencjalnych
Wyrok: skazana na zapomnienie w zawieszeniu, rozłożone nierównomiernie w czasie
20091017
20091016
Zapis: Maksymalny Ból
głos w słuchawce(szybko i bez przerw): wszyscy święci a sny są zrobione z pochylonych nekromantów śpiewają bananowy przegub zbliżając się zbytnio do konstelacji na ogolonej głowie. Deszcz żab się skończył. Rozpoczyna się deszcz krwi
To była pomyłka albo głupi dowcip. Ktoś bredził coś niezrozumiale! Zupełnie bez sensu! Ogarnęło mnie déja vu. A głos dzwoniącego był dziwnie znajomy...
głos w słuchawce: Nie daj się! To narkotyk! Obudź się! Pamiętaj, kim jesteś!
To była pomyłka albo głupi dowcip. Ktoś bredził coś niezrozumiale! Zupełnie bez sensu! Ogarnęło mnie déja vu. A głos dzwoniącego był dziwnie znajomy...
chce się krzyczeć łkać ze strachu kiedy się nie wie co się dzieje. podejrzewa się apopleksję kompleks sierocy coś. Potem się okazuje że to tytułowe dwunastu nędznych ludzi. Śmiesznie... żałośnie brzmi to, że poznam każdego z nich. Z imienia i z nazwiska, wyrwę im to po kolei. Poznam ich. Muszę to zrobić - wtedy może przestanę się bać. Wiedza przynosi spokój, jestem tego pewien. Co prawda byłem pewien też paru innych rzeczy. Strach, po prostu strach, że powiedzą za dużo, i trzeba będzie im odpowiedzieć.
"Chodzi o to, żeby czasem po prostu wysłuchać drugiej osoby, i pomyśleć, że ona też może mieć rację" - myśl na dziś. (potem ci jest tylko żal, że nie pamiętasz wszystkiego tak jak byś chciał.
20091014
Zeznanie: Rozmowa na szczycie wierzy
- Wiem, ale to uratowało mi życie.
- Odwaga również może je uratować!
- Powiedz to tym, którzy zostali na dole...
Koncepcja:
sceny pierwsze: wierza z czarnego kamienia, pokruszona, tłum stłoczony pomiędzy okalającymi murami, broni dostępu. widok z lotu ptaka, a właściwie z perspektywy, jakieś 70 stopni.
sceny drugie: sceny batalistyczne nadciągają wrogowie. burzą mury obrońcy wysypują się przed budowlę zostają wysieczeni do cna nawet orły nie pomagają kiedy nadlatują myśliwce giną ostatnie jednostki.
przebitka.
głośne "kurwa".
sceny trzecie. zbliżenie na tłum. ktoś wydaje komendę "ostrzyć noże" okrzyk zostaje podchwycony, jakiś niziołek z pianą na ustach powtarza ostrzyć nóż ostrzyć nóż ostrzyć nóż jakby samo mówienie mogło mu pomóc. ostrzy nóż. kamera w pierwszej osobie "dlaczego my właściwie bronimy tej wierzy" "bo w środku jest mag" brzmi to jak całkiem sensowne wyjaśnienie tylko dlaczego. ktoś inny ktoś obok nie ty wpada na pomysł (w międzyczasie mijasz w tłumie kilka postaci, jedna z nich ma czarną, jakby spopielałą skórę, nastroszone włosy i rozgorzałe oczy, i wyszczerzone zęby, i ubrana jest w tandetny czerwono czarny kostium ze skóry z ćwiekami) żeby zabarykadować się w wierzy zamknąć się od środka i czekać aż przyjdą może wtedy zadamy im większe straty może sami wtedy przeżyjemy. więc cały tłum i ten oszalały niziołek i ten spopielony ktoś rusza po schodach, po drewnianych schodach co wyglądają jak uniwersyteckie, i gdybyś jeszcze coś czuł mógłbyś przysiąc że wszystko śmierdzi starą pastą polerską, cały tłum mija cię na schodach, patrzysz na każdego po kolei są tacy żałośni kiedy starają się obronić swoją wierzę i wtedy na końcu to człowiek jeden z tych większych w płaszczu czarno-szarym zapinanym na guziki brakuje tylko orzełków mówi że twój brat ten kto zagonił wszystkich do wierzy został na zewnątrz żeby nie wiadomo po co. Zatrzaskuje drzwi. Razem zakładacie skobel i razem dajecie też tę wielką drewnianą belkę w poprzek wrót. Wtedy zdajesz sobie sprawę z tego, że wszystko jednak śmierdzi pastą polerską, a z góry z klatki schodowej patrzą się na ciebie.
sceny czwarte: wdzierają się. dalej film się urywa, słychać tylko brzęczenie i prawie trzykrotne ha ha ha zanim ktoś je wyłączy.
(skoro on był tam, na wierzy, w gabinecie, skoro nie było go tam na dole, skąd i ja uciekłem - to jak on może mi mówić, co to jest odwaga, a co to jest tchórzostwo?)
20091010
Dowód rzeczowy: zapiski sekretarza
W świecie gdzie diabły są przymilne a anioły to nakręcane żołnierzyki odpruwajcie flagi kurwa możesz się wreszcie rozjebać o umywalkę dostałam cztery długopisy trzech już nie ma to skąd ja sprężynę wezmę powiedziałem trzykrotnie więc minuta ciszy zaświadczenie / zwolnienie / usprawiedliwienie jako że zadławienie nastąpiło u mianowitego jacksona vel jakobsona bo to takie miasto w iraku bredzisz babo bo on jest chujem no zatracony jestem bo jak ja wam każę grać to wy robicie dziwne rzeczy jedna ręka nie klaszcze druga ręka drży general oblivion device panujesz nad czarnym a tu ci się nagle białe robi jak nie trzeba żeby z tego jakieś wiecie wyszły pierdoła jesteś nie cyrkowiec dobra to wizji lokalnej teren będzie z większą pasją kurwy gościa co jak domokrążca sprzeda wszystko no zrobiłem to ale to boli on ma ukrytego żyda i on go może tak czasem ujawnić świerszczy nie można czytać bo one głowy odrywają zabierasz się do tego jakbyś był żwawym rączym kawalerem z pogranicza xvii wieku natomiast ja roman bukowsky sekretarz sądowy mam wam do powiedzenia tylko jedno jestem niewinny nigdy nic na mnie nie znajdziecie