Zabawka.
Tym właśnie nie jesteś, a tak ja cię traktuję. Zapominam, że nie jesteś moja. Nikt nie jest czyjś. Choćbym nie wiem ile w ciebie wpakował (pac, owszem, ale nie tylko), nigdy nie będziesz moja. Mogę być mądrym, podpowiadać innym jak sobie z tym radzić, ale jak się samemu do czegoś takiego dochodzi, to jest wielkie przerażenie, kiedy sobie z tego zdaję sprawę.
Choćbym nie wiem jak chciał, jeżeli bym chciał, ale teraz już nie chcę - nie jesteś moją własnością, nie należysz do mnie, nie zależysz ode mnie, nie żyjesz dla mnie. To nie jest coś, czego ktokolwiek mógłby wymagać.
Możesz być słodką przytulanką, ale ja nie powinienem zapominać, że masz oczka z twardych guziczków. Muszę. Zawsze. O. Tym. Pamiętać. Bo kiedy przestanę, kiedy wszystko będzie zwyczajne, to nie będzie dobrze. Bo kiedy się do czegoś przyzwyczajam, traktuję jak swoje. Bo przecież zasłużyłem. Bo mi się należy. Choćbym nie wiem ile zrobił, nigdy nie będziesz mi się należeć, nie ma takiego prawa, które by ci to nakazywało. Zapomniałem patrzeć ci w oczy, zaczynam patrzeć na nie (I tutaj karmię się swoim optymizmem, bo już - już prawie napisałem "patrzę", ale nie, zmieniłem na "zaczynam patrzeć").
I teraz są słowa rozgoryczone, słowa głupie, smutne i żałosne, ale teraz, w tym momencie jak najbardziej prawdziwe.
Przecież ty nawet wieczności ze mną nie spędzisz.
20091122
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz