20110623

Raport: Vysoko

Katharsis nie było. Zesłali nas tam czy nie zesłali, to w sumie do końca nie zostało wyjaśnione. Mieliśmy swoją robotę do wykonania, i niewiele więcej się liczyło. Kilku specjalistów, zaopatrzeniowcy, obstawa, ale tak na poważnie to raczej wszyscy więźniowie. Bo to i dziwna wyprawa była, szmatu drogi takiego jak my to niewielu zrobiło. Miało być, kurwa, katharsis. I nie było. Tak potem mówili. Dobrali nas zdaje się pod względem braku moralności. Nie tej złej, tylko właśnie braku. Takiej, co to niewzruszona, bo i nie ma co wzruszać.
Spaliśmy w namiotach, jurtach, gdzie popadnie też. Sprzęt zamakał i zamarzał, brudził się i rozpadał, ledwo udawało się go utrzymać w jakim-takim stanie.
Grupka ignorantów, niepasujących do otaczającego ich świata, która myślała, że coś zmienia. Że coś znaczy.
Był trąd, trud, pot, malaria i szczury. Ale katharsis nie było.

20110527

Wieczorek poetycki: #5 She stands alone

hers eerie glow
theirs eyes of snow
she stands alone
she stands alone

they - steady bold
he - freezeing cold
she stands alone
she stands alone

the pride incarnate
in flesh delicacy
she stands alone
she stands alone

he's crazy dwarf
he is her scar
he leaves alone
he leaves alone.

20110425

Notka: Kardan

- To jak, Wilku? Mamy umowę?
- Ha. Nie znasz mnie? Jasne że pomogę. Chociaż jak zobaczyłem tabliczki znamionowe tych wozideł... Aż stara krew zagrała.
- Klewang, o co mu chodzi? Misiek, będzie jakiś problem z tym? Bo jak tak to utknęliśmy tu na dobre. Przekładnie do imentu zapiaszczone!
- Kardan, weź się uspokój. Panie Wilku, przepraszam za niego, ale sam jestem ciekawy, o co chodzi z tymi tabliczkami?
- Misiek, ty wiesz, nie? Pamiętasz, za co siedzę daleko za Kamarem. Wasza trójka młoda jest, to nie będziecie pamiętać... Wasze konie mechaniczne są produkcji Trustu Przemysłowego Świnki Trzy, a, w skrócie rzecz ujmując - po tym jak narozrabiałem w firmie budowlanej Ceglanej Świnki, a rozróba to, nie chwaląc się, była tęga, pół kwartału w drzazgi poszło... Szefowstwo przekładało papiery i ludzi, do momentu, w którym obudziłem się na zesłaniu na Zakamarze. I tak tu, wegetuję, od karawany do karawany.
- Taak... pamiętam, byłem wtedy w mieście. Dym przez trzy dni nie chciał opaść, jak cię w końcu znaleźli. Przesiedziałem całą akcję u Królika, pamiętasz, prowadził jeszcze wtedy tę knajpę, Ul się nazywała... zwinął interes zaraz potem. Teraz podobno handluje zegarkami w ogrodach królewskich, spsiał trochę. Ale żyje.
- Dobra, koniec gadania. Powiedziałem, że pomogę, kiep ten, co podróżnemu na pustyni nie pomoże. Nawet kiedy jeździ on końmi mechanicznymi od Trzech Świnek.

Jak się nadął, jak zaczął dmuchać i chuchać...

20110320

Nocny autobus z piekłem: Kawa

- A chińczycy? Słuchajcie, to dopiero sprawa. Poważna. Mówię, jak tylko tutaj wejdą, to się cieszę, że mój syn się mandaryńskiego uczył, to przynajmniej będzie mógł poczytać co im na sztandarach wejdą. Mówię wam. Nie można tego lekceważyć, bo to nie będzie jak w tej piosence, o Uralu. Za słabiśmy.
- Masz syna?
- No mam.
- Co porabia?
- No mówię, uczy się.
- Ale coś poza tym?
- A no to tak, pracę ma... żonę ma. Dzieci jeszcze nie.
- Na imię jak mu jest?
- Józef daliśmy, po dziadku jego. Lubił go. Znaczy, nawzajem się lubili. Ze strony matki, ojciec jej.
- Ładnie. Rzadko się już daje ładne polskie imiona.
- Zwłaszcza dziewczynkom. Co poradzisz, że co druga to Vanessa albo Margerita. Już nawet nie Małgosia.
- Wiecie, cholera? Był kiedyś taki dowcip,że z żołnierzem jest tak: nie ma pojęcia czego chce, ale dokładnie wie, czego nie chce. I tak samo jest z polakami. Tymi inteligentnymi nawet, widzę po swoim synu. Czy coś.
- Napij się czegoś, bo ci się na czkawkę zbiera.
- A daj spokój, przejdzie.
- Przejdzie, nie przejdzie. Po alkoholu ciężko czkawka przechodzi.
- Mogliby montować automaty z kawą w tych autobusach, ale nie, zakaz jest, bo tapicerkę pobrudzą.
- A co to za impreza w ogóle była?
- A, tak w rodzinie piliśmy. Okazja prywatna.
***
- Ty patrz, słońce już wstaje.
- Niemożliwe, nie jechaliśmy tak długo.
- Przepraszam panów, nie wiedzą panowie jaki teraz będzie przystanek?
- A to pani nie wie? Córa kierownika?
- ...przepraszam za niego.
- Nic nie szkodzi. Nie znam tej trasy, a chciałabym dostać się do domu.
- Jak my wszyscy. Dlaczego nikt jeszcze nie poszedł do kierowcy? To jak z tymi żołnierzami, mówię wam. Dobrze ten facet gadał.

20110319

Notka: 19

pierwsze słowo
uważaj
więc jesteś czysty
jesteś czysty
tak sobie powtarzaj
powtarzaj
nie masz innego wyboru
być czystym
czystym
bóg skoczył zrobić biznes
biznes
ty zrobiłeś co chciałeś
wyjechał w interesach
zegar ogłusza
tykanie jak brzęcznie krzesła
sekunda to wolt
cmentarzysko wraków
zapieje kur - wracasz do domu

20110222

Raport: Geranium

...no ale to było jeszcze zanim przestałem rządzić światem. Wspaniałe czasy, wie pani? To znaczy, wszyscy tak myślą. Że rauty, wysyłanie skazańców na śmierć, bale, młode damy w sypialni i dyskretne apartamenty... ale szczerze mówiąc, po całej tej hecy z konsyliaryzmem, i po zamknięciu nekromantów w rezerwatach, mało już zostało na świecie rzeczy, które sprawiałyby mi prawdziwą radość.
- To dlatego pan zrezygnował?
- Owszem. Zrzekłem się stanowiska na dobre, i zająłem się hodowlą geranium. Satysfakcjonujące.
- Proszę państwa, usłyszeli państwo wywiad z byłym władcą świata...
Pstryknęło wyłączane radio. Ruch przed oknem wskazywał, że gospodarz wrócił do swoich gości.
- Panowie, czegoś tu nie rozumiem. Geranium? Zostawił absolutną władzę nad całym znanym uniwersum dla hodowli geranium? Niepojęte...
- Może to przykrywka?
- Proszę nie myśleć, że tego nie wziąłem pod uwagę, szanowny panie Banks. Niech to pana nie martwi. Jedno co mnie zastanawia, to dlaczego właśnie geranium? Panowie, proszę do okna.
Gwałtownie otwarte okiennice brzęknęły z zewnątrz o mur. Razem z powiewem świeżego powietrza, do pokoju napłynął skowyt i huk legionów zgromadzonych przed pałacem zimowym. Po horyzont ciągnęły się nowo zakładane obozowiska, namioty i wieżyczki strażnicze strzelające w niebo reflektorami, chaotycznie tnące chmury na małe kawałki. Po chwili jednak wszystkie skierowały swoje promienie na jedno okno w pałacu, oświetlając stojącą w nim postać, w miarę narastającego szumu przeradzającego się ryk, wydobywającego się z gardeł tysięcy żołnierzy.
Gospodarz pogładził małą roślinkę w doniczce, stojącą na parapecie.
- Geranium? To śmieszne. Zawsze wolałem bazylię.