- A chińczycy? Słuchajcie, to dopiero sprawa. Poważna. Mówię, jak tylko tutaj wejdą, to się cieszę, że mój syn się mandaryńskiego uczył, to przynajmniej będzie mógł poczytać co im na sztandarach wejdą. Mówię wam. Nie można tego lekceważyć, bo to nie będzie jak w tej piosence, o Uralu. Za słabiśmy.
- Masz syna?
- No mam.
- Co porabia?
- No mówię, uczy się.
- Ale coś poza tym?
- A no to tak, pracę ma... żonę ma. Dzieci jeszcze nie.
- Na imię jak mu jest?
- Józef daliśmy, po dziadku jego. Lubił go. Znaczy, nawzajem się lubili. Ze strony matki, ojciec jej.
- Ładnie. Rzadko się już daje ładne polskie imiona.
- Zwłaszcza dziewczynkom. Co poradzisz, że co druga to Vanessa albo Margerita. Już nawet nie Małgosia.
- Wiecie, cholera? Był kiedyś taki dowcip,że z żołnierzem jest tak: nie ma pojęcia czego chce, ale dokładnie wie, czego nie chce. I tak samo jest z polakami. Tymi inteligentnymi nawet, widzę po swoim synu. Czy coś.
- Napij się czegoś, bo ci się na czkawkę zbiera.
- A daj spokój, przejdzie.
- Przejdzie, nie przejdzie. Po alkoholu ciężko czkawka przechodzi.
- Mogliby montować automaty z kawą w tych autobusach, ale nie, zakaz jest, bo tapicerkę pobrudzą.
- A co to za impreza w ogóle była?
- A, tak w rodzinie piliśmy. Okazja prywatna.
***
- Ty patrz, słońce już wstaje.
- Niemożliwe, nie jechaliśmy tak długo.
- Przepraszam panów, nie wiedzą panowie jaki teraz będzie przystanek?
- A to pani nie wie? Córa kierownika?
- ...przepraszam za niego.
- Nic nie szkodzi. Nie znam tej trasy, a chciałabym dostać się do domu.
- Jak my wszyscy. Dlaczego nikt jeszcze nie poszedł do kierowcy? To jak z tymi żołnierzami, mówię wam. Dobrze ten facet gadał.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz