20100924

Raport: To nie był film.

W miarę oddalania się kadru, Budionnówka pociągnął ukradkiem z butelki wyciągniętej chyłkiem zza pazuchy płaszcza. Zaglądał do pokoju - bokiem, potrafił zaglądać bokiem. Profesjonalista, można rzec. Ekipa stała w środku - gdzieś w tle słychać było gitary, a Łysy nonszalancko kiwał pistoletem na lewo i prawo. Czapki Kamerzystów migały zza zasłony w kuchni, razem z czarnymi naroślami kamer na ramionach. Poważnie wyglądały jak przyrośnięte. Futrzana Czapa zbierał się do wychodzenia z pokoju - ostrożnie obszedł kredowy kontur i wyminął Słuchawki, który trzymał mikrofon na dwuipółmetrowym drągu. Nie zauważając Budionnówki wyszedł na korytarz, i miarowo postukując buciorami wyszedł na zewnątrz, byle dalej od tej iluzji, od tego marazmu i tragedii. Wizja nieco się rozmyła, znowu dało się słyszeć kroki - to Budionnówka wchodził do pomieszczenia, omijając szafki w przedpokoju wyłożone książkami i zapomniane wieszaki, na których palta wiodły swoje tajemnicze życie. Kiwnął głową Łysemu i przyjacielsko poklepał po plecach Słuchawki, dało się słyszeć powitalne pomruki Czapek Kamerzystów. Nikt nie powiedział ani słowa, dopóki zza kolejnych drzwi nie wyłonił się Furażerka, zimnym wzrokiem martwej od trzech dni ryby szukając Futrzanej Czapy. Ostentacyjnie zignorował Budionnówkę, wziął ze sobą Łysego, który zdążył tylko chrząknąć na pożegnanie, kazał mu wyrzucić tę pierdoloną zabaweczkę, jak nazwał pistolet - co Łysy skwapliwie uczynił, rzucając ją Słuchawkom. Ten, nie mając pojęcia co z nią zrobić, przekazał ją Budionnówce - a on z kolei patrząc z dezaprobatą na brudne dłonie wszystkich zaangażowanych zapakował ją do plastikowego, strunowego woreczka. I wsadził do kieszeni, tuż obok butelki, trzech guzików i niezapłaconego rachunku za gaz.
Wyglądało to tak, jakby Furażerka to wyreżyserował, i teraz przekazał pałeczkę Budionnówce. Ale pistolet nie był batutą dyrygenta, a pomieszczenie nie było scenerią filmu.
To nie był film. To były wymysły niskiej klasy.

20100912

Raport: memory malfunction, reset in progress

niczemu się nie dziw w mandżurii
niczemu się nie dziw w mongolii
zostaw za sobą erewań
i piaski blaknącej italii
zapomnij o wiatrach sudanu
zapomnij o iskrach islandii
porzuć wrażenia kazachów
i ogni marsylii nie wspomnij.

odrzuć wrażenia doczesne
zbierane w odmętach cejlonu
i zagub gdzieś w myślach najlepiej
nadmorskie bryzy brabancji

zafunduj reset pamięci
poznawaj wszystko od nowa

zadziw się ryżem w mandżurii
zadziw się piaskiem w mongolii

20100905

Raport: Robota

nie ma czasu na wiernych
jedynie których złapiemy są dobrzy
w podskokach tego nie załatwimy
bo jednak trzeba być poważnym
więc patrz pod nogi, jak idziesz aleją
zgubisz ślad i co ci zostanie
patrzysz w księżyc na nim nie ma pomocy
znajdziesz odpowiednich wpadnij do mnie
zrobimy to bo nic innego nie możemy
jak za starych dobrych czasów
gdybyśmy jeszcze jakieś pamiętali
gdybyśmy pamiętali cokolwiek
to byśmy się w to nie wpakowali
ale teraz o tym nie myśl
zajmij się robotą
tak to dobre słowa
zajmij się robotą
to jest to co potrafisz
zajmij się robotą
nawet jeśli na końcu chwycisz łopatę
i zakopiesz wszelkie wspomnienia
gdybyśmy pamiętali cokolwiek
to byśmy się w to nie wpakowali

20100903

Raport: Taki dzień jak ten.

W taki dzień jak ten, mógłbym umrzeć. Nie chodzi o poczucie beznadziejności czy cokolwiek podobnego, tylko o zawieszenie wątków i dramatyczne dociekanie "ale przecież miałem jeszcze tyle do zrobienia, co teraz będzie?".