Komisarz spaczon - brzmiał werdykt medicusa. I ten werdykt zaprowadził go przed drzwi Inkwizytorium.
Trzy lata później, gdy stanął przed czujnym okiem ostatniego z sędziów, był przygotowany do złożenia zeznań.
Puste miejsce po sztucznej ręce pulsowało fantomowym bólem, gdy sekretarze kolejno odczytywali następujące po sobie akty oskarżenia.
Lord Generał sektora Atium słuchał uważnie, pomimo tego że lista przestępstw była mu doskonale znana: kardynalnymi przewinieniami były szpiegowanie przeciw Imperium, podżeganie i defetyzm, niesankcjonowane obcowanie z xenowskimi artefaktami. Pośród oskarżeń mniejszych wymieniono między innymi dezercję z pola walki i nieudolność taktyczną.
Całość aktu oskarżenia przypieczętowano frazesem:
Co oskarżony ma na swoją obronę?
I gdy serwitor - obrońca rozpoczął swoją odtwarzaną mowę mającą dopełnić rytuału, komisarz poprzez mgłę bólu i splatanych myśli wrócił do wspomnień...
Badał zewnętrzne rejony sektora Atium. Miał za zadanie identyfikowanie zagrożeń, z jakimi mogły zmierzyć się siły Planetarnej Gwardii Imperialnej. Podróżował. Posługiwał się Imperialnym Glejtem tylko wtedy, gdy było to niezbędnie konieczne.
Pokora w obliczu władzy.
To go cechowało. Traktował ją jako najwyższą cnotę. Nauczał jej wtedy gdy tylko mógł.
Miał misję od Imperatora, nic nie mogło go powstrzymać.
Nawet ten tajemniczy wypadek, po którym wśród niesamowitych boleści jego ręka pozbyła się kolejno skóry, mięśni, kości.
To był tylko wypadek, a słudzy Mechanicum byli więcej niż zdolni do przywrócenia mu sprawności.
Pamiętał doskonale, kiedy spotkał pierwszego z nich.
Zdrajcy.
Ścigał ich z całą zaciekłością, na jaką było go stać. Kiedyś byli kwitnącymi synami Imperium Ludzkości, a teraz oddali się samolubnemu istnieniu jako puste skorupy.
Astropata. Żołnierz. Komisarz.
Kiedyś służyli Imperium, dziś stanowili tylko obrazę dla Jedynego Władcy.
Nie wspominał w oficjalnym raporcie, że mogli być członkami jego starego oddziału. Nie chciał być oskarżony o nadmierne okrucieństwo.
Tyle że... tamto to był tylko wypadek, prawda?
Nie można pozwolić na nielojalność. Zdrada to pewny krok ku chaosowi, a zwątpienie to pierwszy krok do zdrady. Dlatego podjął się walki z najgorszymi sługami chaosu, aby zwalczyć wątpliwości w zarodku.
Jednak... nie wątpił w Imperatora, jedyną i słuszną prawdę. Zaczął wątpić w siebie. Macki złych myśli oplotły jego umysł, a potem wykrzywiły ciało.
Nie spowolniło go to jednak w jego misji. Był w trakcie polowania. Jego zwierzyną był czarnoksiężnik, plugawa istota, która niegdyś człowiecza, teraz nie zasługiwała na nic innego niż anihilację i zapomnienie. Dlatego upewnił się, że po wszystkim imię wyznawcy chaosu zostanie wymazane z rekordów.
Pomimo jego starań w sektorze Atium działo się coraz gorzej. Raporty jakie dostawał z Biura Lorda Generała nie brzmiały najlepiej. Nie tylko chaos wgryzał się od wewnątrz w zdrową tkankę obywateli Imperium, zagrożenia czyhały również na zewnątrz. Orkowe hordy pustoszyły sektor, a pogłoski mówiły o nadciągających rojach Tyranidów.
Nie ma miejsca na wątpliwości.
Wiedział, co musi zrobić. Krążyły pogłoski o istniejącym w sektorze portalu Osnowy. Odnalazł go, nie bez trudu.
Liczyło się tylko polowanie.
Upolował eldarskiego mędrca, i wydobył z niego zasadę działania portalu. Kosztowało go to rzeczy, których nie chciał poświęcać, ale było warto. Zobaczył rzeczy, których nie chciał widzieć, ale robił to co musiał.
Służba Imperatorowi to sztuka poświęcania siebie.
Poświęcił osiem lat swojego życia, aby przygotować pułapkę.
Czekał miesiącami, aż czarnoksiężnik zbierze swoje siły. Siły, które miały stanąć naprzeciwko Komisarza.
Sztuka polowania polega na tym, aby odróżnić kiedy jest się ściganym, a kiedy ofiarą. Sługa chaosu zbyt zapadł się w swoje szaleństwo, by zwracać uwagę na tak subtelne dylematy. Kierowała nim żądza zniszczenia.
Dlatego wysłał wszystkich swoich podwładnych, demony przyzwane z najgłębszych czeluści otchłani, wszystkich zdrajców i szaleńców, jakich miał na podorędziu - wszystkich ich posłał w pościg za Komisarzem, i sam rzucił się w pogoń.
Dwa lata błąkał się zagubiony po wyjściu z Osnowy, zanim dotarł do placówek Imperium. Czarnoksiężnik został pokonany, jego i jego sługi wessał przeklęty, xenocki portal.
Służba Imperatorowi to sztuka poświęcania siebie.
Okaleczony. Zniszczony. Przepełniony cierpieniem wracał do domu. Wracał, by zameldować o powodzeniu swojej misji. Wracał, by wreszcie ukoić wszelkie wątpliwości.
Wątpliwości skończyły się wraz z werdyktem Medicusa.
Trzy lata później, gdy stanął przed czujnym okiem ostatniego z sędziów, był przygotowany do złożenia zeznań.
Puste miejsce po sztucznej ręce pulsowało fantomowym bólem, gdy sekretarze kolejno odczytywali następujące po sobie akty oskarżenia.
Lord Generał sektora Atium słuchał uważnie, pomimo tego że lista przestępstw była mu doskonale znana: kardynalnymi przewinieniami były szpiegowanie przeciw Imperium, podżeganie i defetyzm, niesankcjonowane obcowanie z xenowskimi artefaktami. Pośród oskarżeń mniejszych wymieniono między innymi dezercję z pola walki i nieudolność taktyczną.
Całość aktu oskarżenia przypieczętowano frazesem:
Co oskarżony ma na swoją obronę?
I gdy serwitor - obrońca rozpoczął swoją odtwarzaną mowę mającą dopełnić rytuału, komisarz poprzez mgłę bólu i splatanych myśli wrócił do wspomnień...
Badał zewnętrzne rejony sektora Atium. Miał za zadanie identyfikowanie zagrożeń, z jakimi mogły zmierzyć się siły Planetarnej Gwardii Imperialnej. Podróżował. Posługiwał się Imperialnym Glejtem tylko wtedy, gdy było to niezbędnie konieczne.
Pokora w obliczu władzy.
To go cechowało. Traktował ją jako najwyższą cnotę. Nauczał jej wtedy gdy tylko mógł.
Miał misję od Imperatora, nic nie mogło go powstrzymać.
Nawet ten tajemniczy wypadek, po którym wśród niesamowitych boleści jego ręka pozbyła się kolejno skóry, mięśni, kości.
To był tylko wypadek, a słudzy Mechanicum byli więcej niż zdolni do przywrócenia mu sprawności.
Pamiętał doskonale, kiedy spotkał pierwszego z nich.
Zdrajcy.
Ścigał ich z całą zaciekłością, na jaką było go stać. Kiedyś byli kwitnącymi synami Imperium Ludzkości, a teraz oddali się samolubnemu istnieniu jako puste skorupy.
Astropata. Żołnierz. Komisarz.
Kiedyś służyli Imperium, dziś stanowili tylko obrazę dla Jedynego Władcy.
Nie wspominał w oficjalnym raporcie, że mogli być członkami jego starego oddziału. Nie chciał być oskarżony o nadmierne okrucieństwo.
Tyle że... tamto to był tylko wypadek, prawda?
Nie można pozwolić na nielojalność. Zdrada to pewny krok ku chaosowi, a zwątpienie to pierwszy krok do zdrady. Dlatego podjął się walki z najgorszymi sługami chaosu, aby zwalczyć wątpliwości w zarodku.
Jednak... nie wątpił w Imperatora, jedyną i słuszną prawdę. Zaczął wątpić w siebie. Macki złych myśli oplotły jego umysł, a potem wykrzywiły ciało.
Nie spowolniło go to jednak w jego misji. Był w trakcie polowania. Jego zwierzyną był czarnoksiężnik, plugawa istota, która niegdyś człowiecza, teraz nie zasługiwała na nic innego niż anihilację i zapomnienie. Dlatego upewnił się, że po wszystkim imię wyznawcy chaosu zostanie wymazane z rekordów.
Pomimo jego starań w sektorze Atium działo się coraz gorzej. Raporty jakie dostawał z Biura Lorda Generała nie brzmiały najlepiej. Nie tylko chaos wgryzał się od wewnątrz w zdrową tkankę obywateli Imperium, zagrożenia czyhały również na zewnątrz. Orkowe hordy pustoszyły sektor, a pogłoski mówiły o nadciągających rojach Tyranidów.
Nie ma miejsca na wątpliwości.
Wiedział, co musi zrobić. Krążyły pogłoski o istniejącym w sektorze portalu Osnowy. Odnalazł go, nie bez trudu.
Liczyło się tylko polowanie.
Upolował eldarskiego mędrca, i wydobył z niego zasadę działania portalu. Kosztowało go to rzeczy, których nie chciał poświęcać, ale było warto. Zobaczył rzeczy, których nie chciał widzieć, ale robił to co musiał.
Służba Imperatorowi to sztuka poświęcania siebie.
Poświęcił osiem lat swojego życia, aby przygotować pułapkę.
Czekał miesiącami, aż czarnoksiężnik zbierze swoje siły. Siły, które miały stanąć naprzeciwko Komisarza.
Sztuka polowania polega na tym, aby odróżnić kiedy jest się ściganym, a kiedy ofiarą. Sługa chaosu zbyt zapadł się w swoje szaleństwo, by zwracać uwagę na tak subtelne dylematy. Kierowała nim żądza zniszczenia.
Dlatego wysłał wszystkich swoich podwładnych, demony przyzwane z najgłębszych czeluści otchłani, wszystkich zdrajców i szaleńców, jakich miał na podorędziu - wszystkich ich posłał w pościg za Komisarzem, i sam rzucił się w pogoń.
Dwa lata błąkał się zagubiony po wyjściu z Osnowy, zanim dotarł do placówek Imperium. Czarnoksiężnik został pokonany, jego i jego sługi wessał przeklęty, xenocki portal.
Służba Imperatorowi to sztuka poświęcania siebie.
Okaleczony. Zniszczony. Przepełniony cierpieniem wracał do domu. Wracał, by zameldować o powodzeniu swojej misji. Wracał, by wreszcie ukoić wszelkie wątpliwości.
Wątpliwości skończyły się wraz z werdyktem Medicusa.