20131125

Elita

Generał to idiota, niczego nie zauważy. Ekscelencji nie musimy się obawiać, jego to nie zainteresuje, nawet gdyby wiedział. no chodź.

dwadzieścia pięć dywizji! powtarzam! dwudziestu pięciu, nie, czterech, bo jedną straciliśmy wcześniej tydzień, pięciu potrzeba było, żeby dotrwać do dziś. to dzięki nim możemy siedzieć tutaj dziś, i jeść tą wspaniałą kolację.
oczywiście, nie obyłoby się bez Twojego przywództwa, nieprawdaż?
nie róbcie ze mnie legendy, jeszcze jestem zbyt trzeźwy. kelner, bądź tak miły i podaj czerwone wytrawne. i krewetki.
ale swojego udziału odmówić nie możesz.
Ekscelencjo, powiem wprost: zrobiłem to co musiałem. ognia?
oczywiście.

no, ale wtedy to granica będzie przesunięta na zachód, razem z cłem...
cło cłem, Edmundowe manufaktury przejdą do nas!
nic o nas bez nas, Lelijko, nic o nas bez nas. moimi manufakturami się nie przejmuj, one sobie dadzą radę niezależnie od naszych ustaleń. skosztuj giczy, wyśmienita.
daruj sobie dowcipy, wiesz że mięso
sam jeden byłem! ostatnie naboje
Edmundzie, zajmij się Generałem, widzisz że się znowu doprowadził. Ekscelencjo, wina?
oczywiście.

sskąd... u Ciebie takie ładne kelnereczki? nigdy gustu nie miałeś... a teraz tylko takie. kelner gdzieś przepadł, słyszysz? wszyscy odchodzą... a mnie tak chce się pić. dwadzieścia pięć dywizji, i wszystko w pizdu...

ta głupia kurwa znowu się puszcza. widziałeś coś? nie? jasne. wszystko widzisz. nawet Generał wie. że ludzi masz wszędzie. może ten kelner to też Twój? albo dziewczyny, które w kącie Generał zdybał po pijaku? wszyscy Twoi. tylko ja nie.
oczywiście.

Widziałem wszystko. Kurwiarstwo Lelijki. Machloje Edmunda. Krwiożercze porażki Generała.
Nie widziałem tylko swoich pokus ducha, powolnego łamania duszy kołem, kolejnych dni z diamentami w oczach i nogami po pachy w gnoju.
Wszyscyśmy tacy sami. Oni przynajmniej sobie z tego nie zdają sprawy, a co mi pozostaje?

20130909

Poradnik: Bieganie w Cieniu

- Widzisz, kulturkampf lumpenploretariatu wyrzucił mnie na brzeg, i tak się tu utrzymuję, dryfując.
Z pozoru bezsensowne zdanie wyrwało mnie z zamyślenia. Zaprosiłem go na przekąskę do jednej z moich ulubionych kawiarni, żeby przyjemniej spędzić czas rozmowy.
- Wszystko sprowadza się do poszukiwania i korzystania z szans, nie? Widzisz okazję i zachowujesz się najlepiej jak możesz, uwzględniając okoliczności. Najprościej rzecz ujmując - słyszałem o Tobie. Spodziewałem się, że pod koniec sezonu ogórkowego będziesz potrzebował jakiegoś tematu, więc zgodziłem się na rozmowę.Dzięki temu mogę siedzieć tu teraz, prowadząc miłą pogawędkę, i pić wyborną kawę. Punkt dla Ciebie, masz lepszy gust niż goście z kanału ósmego.
Pochylił się konspiracyjnie, a pióra w jego włosach zaszeleściły tajemniczo. Zduszonym szeptem rzekł:
- Wzięli mnie do sieciówki! Wyobrażasz sobie? Mnie! Zero klasy, nie to co ty.
Wyprostował się. Niemal czuć było bijącą od niego urażoną dumę.
- Dobra: o teorii już Ci opowiedziałem. Pora na praktykę. Chodź na ulicę.
Wyszliśmy, niewidzialni i niewidziani. Ledwo udało mi się zapłacić rachunek.
- Pamiętasz, co mówiłem o szukaniu okazji? To słuchaj teraz.
Staliśmy na jednym z głównych skrzyżowań miasta. Spore arterie. Otaczał nas zwykły miejski zgiełk ludzi i maszyn pędzących w sobie wiadomym celu.
Okazja przyszła bez pisku opon i krzyku, bez błysku świateł i gromu klaksonu. Nawet bez dzwonka telefonu.

Po prostu w pewnym momencie zszedł z chodnika na jezdnię, pochylił się nad świeżo przejechanym gołębiem, i zaczął wróżyć.

20130804

Migawki 145, 125, 150

No ale opowiedz, jak to było?
Och, tego to nikt nie wie. Nawet archiwa dziewiątki są marne z tamtego okresu - ale trudno się dziwić. Podobno przed Embargiem istniała jedna wielka Sieć, która padła razem z Serwerami. Od tamtej pory cieszymy się błogosławieństwami Runetu, a historia to jeden wielki ser z dziurami.
Dziadku, dlaczego mówisz embargo tak poważnie, że brzmi jak z dużej litery? "Embargo".
Ha! Bo to poważna sprawa, i ty też powinieneś się zastanowić, jak bardzo. Odcięcie całego kontynentu od reszty świata to nie jakieś hocki - klocki. Rozumiesz? Cały kontynent. Miliony kilometrów ziemi, zamknięte przed naszymi oczami. A i mówią, że na wieki. Ja tam w to nie wierzę. Za dużo można zyskać na tym. NEU może uratowała nas od jednej wojny, ale stworzyła podwaliny pod następną. Zobaczysz, kiedy tylko kopuły opadną, rozpęta się piekło, każdy rzuci się z wiadrem, łopatą i karabinem, żeby nachapać się jak najwięcej ze starej Ameryki. Zobaczysz, jeszcze będzie piekło...
Ale co ja Ci opowiadam, Twojemu tacie by się nie spodobało. 
Ale dziadku!
Spokój. Idź już spać. Może jeszcze kiedyś porozmawiamy. Jak będziesz starszy.
Hrmpf. Dobranoc, dziadku.
Dobranoc, wnusiu. Przekręć proszę wtyczkę, jak będziesz wychodził.

***

Dwadzieścia kilometrów na północ.
Musi zdążyć. Według kalendarza pokładowego dzisiaj mieli uruchamiać systemy, wszystko się zgadza, uratuje żonę i dzieciaki, tylko musi zdążyć.
Ucieknie z tego zielono - żółtego piekła.
Miał już dość. Dość zwierząt, o ile to jeszcze były zwierzęta, podchodzących co noc pod okna. Dość carabinieri, którzy uważali siebie za jedyne prawo w tym zapomnianym przez Boga miejscu. Dość codziennej niepewności i strachu o życie swoje i bliskich. 
Dość.

Mylił się.
Bóg nie zapomniał o Meksyku. Zamienił go po prostu w swój plac zabaw. Od czasu owocowej ofensywy minęło już sporo czasu, ale codziennie było widać coraz więcej ich konsekwencji - w wodzie, na ziemi i w powietrzu. Dziwaczne owady. Olbrzymie ryby. Chodzące lasy. Rzeczy nie do ogarnięcia zdrowym rozsądkiem.
To nie jest miejsce do wychowywania dzieci.
Ameryka, daleko na północy, podobno wprowadziła program ochrony swoich terenów. Mają mieć jakąś tarczę czy mur. 
Musi się tam dostać. Musi uratować dzieci.
Od zarazy, głodu, wojny.
Piętnaście kilometrów na północ.

***

Dwanaście minut, proszę państwa, i mamy zwycięzcę! Nowy rekord! Przypominam, że w dzisiejszym konkursie nagrodą są wakacje na Islandii, w nowopowstałym kurorcie imienia Suworowa, we wspaniałych okolicznościach natury i z niereglamentowanym czystym powietrzem.
Mamy na wizji zwycięzcę tegorocznego NEU Engineering Contest - proszę o słówko odpowiedzi, jak osiągnął pan tak fenomenalne wyniki?
Drodzy państwo, to kwestia elegancji. Moje projekty powstają w oparciu o ścisłe zasady estetyki, które odnaleźć można w każdym, nawet ich najdrobniejszym elemencie - moje dwanaście minut to nic w porównaniu ze złożonością struktur, nie chodzi o to jaką pełnią funkcję, ale o to z czego się składają, to wielka symetria formy i materii...
Dziękujemy serdecznie za odpowiedź!
Drodzy państwo, przypomnę jeszcze, że zwycięski projekt ukończył konkurs z czasem wydruku równym 723 sekund. Co za wynik! Nie wiem jak dla was, ale dla mnie stworzenie wyrzutni rakiet z pakietem amunicji w czasie poniżej kwadransa to coś imponującego, doprawdy, niezwykłego. Nasi przyjaciele z kalifatu Al - Parisia będą niemilie zaskoczeni, zapewniam was!
Teraz pora na nieco muzyki...

20130617

Demonologika

ja tylko proszę o dyskrecję
ta herbata liczy czas od wtorku
zaufaj mi
to ostatnia szansa
to jest pierwsza szansa
długopis - kartka
nie czytaj podpisz, przecież wiesz że to dla twojego dobra.

ja tylko proszę o dyskrecję
pisz piórem
tak zgadzam, potwierdzam, zalecam
czas mi się kończy, już tłumaczę
weźmiesz dwa razy, trzeci raz już nie radzę
weźmiesz trzy razy, to ja już nic nie poradzę
matrycę widziałeś, sprawdzałem, to wiem
więc zastanawiasz nad tym ty się czem?

ja tylko proszę o dyskrecję
wykryją - zabiją - ale nie zapomną
wpiszą w cv, widziałem, jest ładne
więc po co ci takie łakome dodatki
więc pisz tym piórem
tak zgadzam potwierdzam, zalecam
oddaję nie biorę mocno się zrzekam

zrzekłeś się?
dziękuję, odbieram, już moje
już dziękuję za dyskrecję
reklamacji nie uwzględnia się, kartkę czytałeś
po odejściu od kasy swoje dostałeś
dla swojego dobra miałeś
pierwszą ostatnią szansę

telefon zadzwonił
początek męczarni
proszę teraz przejść do poczekalni
umilimy, hostessy i kawa
chcesz wyjść?
więc może na koniec

ja jednak proszę o dyskrecję.

20130606

Złodzieje świata

zdobywcy świata żywią się pizzą z mikrofali
zdobywcy świata piją kradzioną herbatę
zdobywcy świata suszą spodnie żelazkiem
zdobywcy świata zapewniają nocleg
zdobywcy świata dużo biegają
zdobywcy świata sprzątają po szampanie.

20130414

He knows an old man

- Ja po gilotynę z Sekcji Edukacji.
Z tymi słowami przekroczyłem bramkę w Instytucie, odprowadzany znudzonym spojrzeniem recepcjonistki, która wiedziona niezłomnym przeświadczeniem, że nic nowego się już tutaj nie wydarzy piłowała zęby zbyt mocną herbatą.
Przeszedłem korytarzami o ścianach w kolorze równie zachęcającym co osad po wspomnianej herbacie, i stanąłem przed nitowanymi drzwiami, za którymi kryła się Sekcja Edukacji. Kiedyś mieściła się tuż na parterze, wchodziło się korytarzykiem za zasłoną z paciorków w bocznej ścianie Instytutowej kawiarenki. Od tamtego okresu minęło już trochę czasu, i pracownicy nawet we wspomnieniach przestali narzekać na zdumione spojrzenia klientów kawiarni, kiedy ze ściany znikąd pojawiały się przenoszone Kolaże albo inne piekielne instalacje, jakimi zajmowała się SE. Strasznie to przeszkadzało zachować dyskrecję. Za to kawiarenka dawała pyszne eklery i ciastka orzechowe.
Nitowane drzwi ustąpiły po chwili, kiedy portier po drugiej stronie mnie zidentyfikował - gilotyna tnie głęboko, i dobrze mnie zapamiętał. Służbiście kiwnął głową, i natychmiast profesjonalnie o mnie zapomniał, tuż po tym, jak złożyłem parafę w księdze wchodów.
Za drzwiami słychać już było powolne, pulsujące bicie serca Instytutu - dzwony dzwoniły regularnie, a wyznaczające je klepsydry wypełniały sale i korytarze cichym szumem. Oczywiście, jeżeli ktoś umiał słuchać. Mijałem przeszklone drzwi z nazwiskami i klatki schodowe wypełnione zapomnianymi Kolażami, czasem mijałem jakiegoś Ścinka, który kiwnąwszy mi z roztargnieniem głową oddalał się pospiesznie w pogoni za sobie tylko znanymi obowiązkami.
Gilotyna tnie głęboko. Doskonale wiedziałem, którędy pójść - pomimo ciągłego przenoszenia gabinetów i stanowisk sekretarialnych, po niedługim spacerze ukazała się przed moimi oczami odpowiednia sygnaturka.
Gilotyna tnie dokładnie. Zapukałem do drzwi i nie czekając na reakcję wszedłem. Mogłem sobie na to pozwolić. Kilku Ścinków podniosło głowy znad swojej roboty, ale Operator przywołał ich do porządku.
Gilotyna tnie do końca. Duża część Instytutu bała się Operatora, ale ja wiedziałem swoje. Miałem z nim interesy jeszcze z czasów, gdy pracował jako Trzymacz w Sekcji Gier i Zabaw.
O tak, Operator wiedział, jak się bawić. To stanowiło o jego wartości.
Sekcja Edukacji zyskała, od kiedy został do niej przeniesiony.

Wypożyczyłem gilotynę na trochę. Dzieciaki musiały poczekać, a ja posiedziałem z nią w domu, ustaliliśmy parę rzeczy. Plany na przyszłość, realizacje cięć, tego typu formalności. Gilotyna też była zadowolona, w końcu ileż można siedzieć zamkniętym w Instytucie. Też tam kiedyś spędzałem sporo czasu, ale nie czułem się już na siłach, żeby tyle pracować.
Operator też był zadowolony, mógł w końcu zająć się swoją jedyną w takich chwilach rozrywką, tworzeniem Kolaży ze Ścinków.

20130215

Produkcja

Pracując w magazynie poznajesz miasto od podszewki. Rozładowując ciężarówki, dowiadujesz się faktów na temat człowieczeństwa. Przewożąc towar, kontemplujesz rzeczywistość. Dialogi: "Te paczki to dla rusków? Weź to wystaw na przewiązkę" "Ale skąd to paczka? Na pewno dla nich?" "Pisze, jest napisane, etykieta - widzisz?" "Kiedy odbiorą?" Potem jedziesz wąskimi korytarzami, zastanawiasz się, ile jeszcze, i liczysz mijane kontenery. Wychodzisz na zewnątrz, nakładasz kaptur, i to samo robią kominy i budynki dookoła. Lampy strzelają w ciebie fotokomórkami, błyskami znacząc trasę którą idziesz. Czasem pojawisz się w jakimś zapomnianym wizjerze kamery, wymieniasz butlę z gazem, idziesz na przerwę. Na przerwie wolno, jak byś chciał założyć nogę na nogę w trakcie pracy, to tak żeby nikt nie widział, po co mają widzieć, raz spojrzą, i już widzą, że nie pracujesz. Jak są walentynki akurat, to dostajesz czekoladę.
Czekolada jest dobra.
A potem znowu mijasz tę windę - z regulaminem podpisanym stylowym podpisem przez kierownika obiektu w 67 roku, i zastrzeżeniem, że można z niej korzystać jedynie z certyfikatem. Ciekawe, kiedy zmarł ostatni posiadacz certyfikatu. I właściwie, kiedy już stracisz poczucie czasu, stwierdzasz, że mógłbyś zostać tu na dłużej. Że właściwie nie robi to różnicy, przyjdzie kolejny towar. Oetykietujesz go, i wyślesz na produkcję. Tak zrobisz.