- Widzisz, kulturkampf lumpenploretariatu wyrzucił mnie na brzeg, i tak się tu utrzymuję, dryfując.
Z pozoru bezsensowne zdanie wyrwało mnie z zamyślenia. Zaprosiłem go na przekąskę do jednej z moich ulubionych kawiarni, żeby przyjemniej spędzić czas rozmowy.
- Wszystko sprowadza się do poszukiwania i korzystania z szans, nie? Widzisz okazję i zachowujesz się najlepiej jak możesz, uwzględniając okoliczności. Najprościej rzecz ujmując - słyszałem o Tobie. Spodziewałem się, że pod koniec sezonu ogórkowego będziesz potrzebował jakiegoś tematu, więc zgodziłem się na rozmowę.Dzięki temu mogę siedzieć tu teraz, prowadząc miłą pogawędkę, i pić wyborną kawę. Punkt dla Ciebie, masz lepszy gust niż goście z kanału ósmego.
Pochylił się konspiracyjnie, a pióra w jego włosach zaszeleściły tajemniczo. Zduszonym szeptem rzekł:
- Wzięli mnie do sieciówki! Wyobrażasz sobie? Mnie! Zero klasy, nie to co ty.
Wyprostował się. Niemal czuć było bijącą od niego urażoną dumę.
- Dobra: o teorii już Ci opowiedziałem. Pora na praktykę. Chodź na ulicę.
Wyszliśmy, niewidzialni i niewidziani. Ledwo udało mi się zapłacić rachunek.
- Pamiętasz, co mówiłem o szukaniu okazji? To słuchaj teraz.
Staliśmy na jednym z głównych skrzyżowań miasta. Spore arterie. Otaczał nas zwykły miejski zgiełk ludzi i maszyn pędzących w sobie wiadomym celu.
Okazja przyszła bez pisku opon i krzyku, bez błysku świateł i gromu klaksonu. Nawet bez dzwonka telefonu.
Po prostu w pewnym momencie zszedł z chodnika na jezdnię, pochylił się nad świeżo przejechanym gołębiem, i zaczął wróżyć.
Czarują Twoje słowa, czarują. I nie wiem, czy to takie dobre dla ludzi.
OdpowiedzUsuń