20141122

Ciągle o to pytają

Przychodzisz do mnie pytać się o szczęście?
Bo co, bo mam doświadczenie? Bo przeżyłem więcej niż inni? - dźwięk osełki sunącej po ostrzu zostawiał ślad w powietrzu.
Nie jestem dobrym materiałem na wywiad.
Może i tak, może i tak - cichy głos palców sprawdzających ostrość znaczył chwilę zadumy.
Tyle że wiesz - takie przeżycia zostawiają ślady. Głębokie ślady, które zmieniają człowieka.
Straciłem rodzinę. Widziałem więcej płynnych przejść od lojalności do zdrady niż mogę zliczyć. Spotkałem mnóstwo wspaniałych ludzi. Spotkałem wiele świń, gorszych niż wszelkie wyobrażenia. Walczyłem o wolność, ciemiężenie, wyzwolenie, zakazanie; byłem terrorystą albo bojownikiem; wszystko zależy kto patrzy. Do tej pory mam na głowie niezrealizowane wyroki w kilku państwach, ale o tym publicznie wiadomo. Honorowe obywatelstwa w kilku innych, ale to nie na wiele się zdaje.

Szelest delikatnego materiału zastąpił słowa.

Niewiele wiem o szczęściu.

Ostrze zostało starannie umieszczone w uchwytach nad kominkiem.

Ale mogę Ci opowiedzieć o satysfakcji.

20140824

On zna konsekwencje

Zbędni. Nieprzydatni. Kategoria WWR. Nieuchwytni, przenoszą się z miejsca na miejsce, szkodzą i borsuczą w różnych sektorach, pomimo to nigdy nie udało się ich złapać w większej grupie. Właściwie nie wiadomo, jakie mają motywy.

W obliczu nadciągającej zagłady, w obliczu wszechogarniającego chaosu wojny, w obliczu niepewności są trzy wyjścia. Umierasz, walczysz albo olewasz konsekwencje i robisz z wszystkiego żart. Uciekasz w dowcip. W końcu może, jeżeli nie weźmiesz rzeczywistości na poważnie, może ona zniechęci się i nie zauważy, kiedy przemkniesz w rytmie rave'u, stukotem basu i piskiem serca.
Wtedy możesz nie myśleć o okropieństwach i jakie spotkały, czekają i nadejdą na Ciebie i Twoich znajomych czy bliskich ludzi.
Tchórzostwo? To nie jest właściwa kategoria.
To jedyna różnica: czy bramy piekła przejdzie się w równym szeregu, czy roztańczonym tłumie.

Dlaczego to robię? Odpowiedź jest prosta. Organizuję te imprezy bo nic innego nie potrafię. Nie te osoby znam, żeby zajmować się logistyką, a może mam jednak za dużo energii żeby złożyć się w kącie i umrzeć.
Czy jestem z siebie dumny?
Oni ze mnie są. Staram się nie pytać więcej.

20140407

Człowiek pachnący dymem

Poczucie bezpieczeństwa. Poczucie bezpieczeństwa i spokój. Gdy przytulała się do jego ramienia, głównie chyba to czuła. Mówił jej o tym jego zapach. Zapach spalonych liści, białego dymu, "dobrego dymu" jak miał w zwyczaju go określać. Nie takiego z opon czy palenia śmieci. Ten zapach przywodził na myśl wieczór na wsi, pieczone ziemniaki i bluzy z polaru zakładane gdy wieczorem robiło się chłodno.
Ruch ramienia, gdy grzebie się patykiem w popiele i niedopalonym drewnie.
Czarne smugi na dłoniach, gdy nie zważając na temperaturę, poprawia się ognisko.
Pociągnięcie nosem, gdy oczy łzawią od dymu.

To musiał być instynkt przetrwania. Nikt inny nie wyszedł. Do tej pory go czuć, czy on nie miał czasu doprowadzić się do porządku? Ogień strawił cały budynek, jedyne co pozostało to ten zapach. Zapach dymu, i wrażenie że bezpowrotnie straciło się coś, co było się pewnym, że jeszcze trochę poistnieje. On jest żywym dowodem na to, jak bardzo było do pomyłką.
Gwałtowny bieg, gdy za Tobą walą się lewary i wsporniki ścian.
Czerwone smugi na dłoniach, w miejscach gdzie leżą płaty oparzeń.
Pociągnięcie nosem, gdy oczy łzawią od dymu.

Chyba chodzi o emocje. Emocje i nieprzewidywalne konsekwencje. Zaczynasz, hop, i to już się dzieje. Ogień rzadko daje się kontrolować, a jeszcze rzadziej opanować. Tylko dym zawsze pachnie tak samo.
Ostatnie spojrzenie, gdy świat jeszcze nie błyszczy.
Białe smugi na drasce, gdy rzucasz pierwszą zapałkę.
Pociągnięcie nosem, gdy oczy łzawią od dymu.

20140108

Komisarz spaczon


Komisarz spaczon - brzmiał werdykt medicusa. I ten werdykt zaprowadził go przed drzwi Inkwizytorium.
Trzy lata później, gdy stanął przed czujnym okiem ostatniego z sędziów, był przygotowany do złożenia zeznań.
Puste miejsce po sztucznej ręce pulsowało fantomowym bólem, gdy sekretarze kolejno odczytywali następujące po sobie akty oskarżenia.
Lord Generał sektora Atium słuchał uważnie, pomimo tego że lista przestępstw była mu doskonale znana: kardynalnymi przewinieniami były szpiegowanie przeciw Imperium, podżeganie i defetyzm, niesankcjonowane obcowanie z xenowskimi artefaktami. Pośród oskarżeń mniejszych wymieniono między innymi dezercję z pola walki i nieudolność taktyczną.
Całość aktu oskarżenia przypieczętowano frazesem:
Co oskarżony ma na swoją obronę?
I gdy serwitor - obrońca rozpoczął swoją odtwarzaną mowę mającą dopełnić rytuału, komisarz poprzez mgłę bólu i splatanych myśli wrócił do wspomnień...

Badał zewnętrzne rejony sektora Atium. Miał za zadanie identyfikowanie zagrożeń, z jakimi mogły zmierzyć się siły Planetarnej Gwardii Imperialnej. Podróżował. Posługiwał się Imperialnym Glejtem tylko wtedy, gdy było to niezbędnie konieczne.
Pokora w obliczu władzy.
To go cechowało. Traktował ją jako najwyższą cnotę. Nauczał jej wtedy gdy tylko mógł.
Miał misję od Imperatora, nic nie mogło go powstrzymać.
Nawet ten tajemniczy wypadek, po którym wśród niesamowitych boleści jego ręka pozbyła się kolejno skóry, mięśni, kości.
To był tylko wypadek, a słudzy Mechanicum byli więcej niż zdolni do przywrócenia mu sprawności.

Pamiętał doskonale, kiedy spotkał pierwszego z nich.
Zdrajcy.
Ścigał ich z całą zaciekłością, na jaką było go stać. Kiedyś byli kwitnącymi synami Imperium Ludzkości, a teraz oddali się samolubnemu istnieniu jako puste skorupy.
Astropata. Żołnierz. Komisarz.
Kiedyś służyli Imperium, dziś stanowili tylko obrazę dla Jedynego Władcy.
Nie wspominał w oficjalnym raporcie, że mogli być członkami jego starego oddziału. Nie chciał być oskarżony o nadmierne okrucieństwo.
Tyle że... tamto to był tylko wypadek, prawda?

Nie można pozwolić na nielojalność. Zdrada to pewny krok ku chaosowi, a zwątpienie to pierwszy krok do zdrady. Dlatego podjął się walki z najgorszymi sługami chaosu, aby zwalczyć wątpliwości w zarodku.
Jednak... nie wątpił w Imperatora, jedyną i słuszną prawdę. Zaczął wątpić w siebie. Macki złych myśli oplotły jego umysł, a potem wykrzywiły ciało.
Nie spowolniło go to jednak w jego misji. Był w trakcie polowania. Jego zwierzyną był czarnoksiężnik, plugawa istota, która niegdyś człowiecza, teraz nie zasługiwała na nic innego niż anihilację i zapomnienie. Dlatego upewnił się, że po wszystkim imię wyznawcy chaosu zostanie wymazane z rekordów.

Pomimo jego starań w sektorze Atium działo się coraz gorzej. Raporty jakie dostawał z Biura Lorda Generała nie brzmiały najlepiej. Nie tylko chaos wgryzał się od wewnątrz w zdrową tkankę obywateli Imperium, zagrożenia czyhały również na zewnątrz. Orkowe hordy pustoszyły sektor, a pogłoski mówiły o nadciągających rojach Tyranidów.
Nie ma miejsca na wątpliwości.
Wiedział, co musi zrobić. Krążyły pogłoski o istniejącym w sektorze portalu Osnowy. Odnalazł go, nie bez trudu.
Liczyło się tylko polowanie.
Upolował eldarskiego mędrca, i wydobył z niego zasadę działania portalu. Kosztowało go to rzeczy,  których nie chciał poświęcać, ale było warto. Zobaczył rzeczy, których nie chciał widzieć, ale robił to co musiał.

Służba Imperatorowi to sztuka poświęcania siebie.
Poświęcił osiem lat swojego życia, aby przygotować pułapkę.
Czekał miesiącami, aż czarnoksiężnik zbierze swoje siły. Siły, które miały stanąć naprzeciwko Komisarza.
Sztuka polowania polega na tym, aby odróżnić kiedy jest się ściganym, a kiedy ofiarą. Sługa chaosu zbyt zapadł się w swoje szaleństwo, by zwracać uwagę na tak subtelne dylematy. Kierowała nim żądza zniszczenia.
Dlatego wysłał wszystkich swoich podwładnych, demony przyzwane z najgłębszych czeluści otchłani, wszystkich zdrajców i szaleńców, jakich miał na podorędziu - wszystkich ich posłał w pościg za Komisarzem, i sam rzucił się w pogoń.

Dwa lata błąkał się zagubiony po wyjściu z Osnowy, zanim dotarł do placówek Imperium. Czarnoksiężnik został pokonany, jego i jego sługi wessał przeklęty, xenocki portal.
Służba Imperatorowi to sztuka poświęcania siebie.
Okaleczony. Zniszczony. Przepełniony cierpieniem wracał do domu. Wracał, by zameldować o powodzeniu swojej misji. Wracał, by wreszcie ukoić wszelkie wątpliwości.
Wątpliwości skończyły się wraz z werdyktem Medicusa.