20120524

Błąd w tłumaczeniu

Dies ist ein unglaublich schönes Stück Text, inspiriert von J., weil sie nicht wie Katzen, hat es.

Tłum w oczekiwaniu wyglądał na coraz bardziej wygłodniały. Może nie mięsa i krwi, ale rytuału, który miał za chwilę rozegrać się na ich oczach - Pancerna Teokracja bardzo dbała o takie rzeczy, i jej mieszkańcy byli przyzwyczajeni do regularnego rytmu czasu wyznaczanego przez następujące po sobie tradycyjne święta. Tym razem chodziło o, jak najbardziej tradycyjne, zachowane przed utratą w pomroce dziejów, święto Pierwszych Kotów. Kapłani kończyli już ostatnie inwokacje - mechamłynki terkotały na pełnej mocy już od trzech dni, swoim dźwiękiem przypominając o obowiązkowych daninach. Nie musiały tego robić. Dobrze się żyło Wiernym w Pancernej Teokracji. Pod władaniem Pana Pancernego nikt nie musiał martwić się o takie rzeczy jak stepowi barbarzyńcy z północy czy nadchodząca zima. 
Teraz jednak głównym punktem zainteresowania były klatki umieszczone na postumencie w centralnym punkcie Placu. Już niedługo Kociarze, wybierani co roku spośród najbardziej zasłużonych mieszkańców, ruszą wśród tłuszczy rozdając ich zawartość na prawo i lewo, w celu zaspokojenia potrzeby Tradycji. 
Teraz jednak jeden z akolitów operujących przy mechamłynach przeżywał pewne wątpliwości. Zaczęły się, gdy pewnego razu zawędrował do cel introligatorskich, i obejrzał pracę zasiedlających je braci. Potem grzeszne myśli wróciły, gdy sprzątał magazyny - zasiedlające je szczury wyglądały na podejrzanie tłuste, i było ich zdecydowanie więcej, niż poprzednim razem. Wątpliwości znalazły ujście, gdy spotkał bardziej obytego w świecie brata.
- Nie uważasz, że ten zwyczaj może być uznany za nieco... brutalny?
- Brutalny? Daj spokój. Popatrz co robią stepowi barbarzyńcy, i nie mów mi tu o brutalności. Poza tym to tradycja. Wszystko jak należy przepisane ze Starych Ksiąg i w ogóle.
- No tak, ale akurat ostatnio byłem u braci introligatorów i...
- Nie masz chyba zamiaru wątpić w Stare Księgi?
- Nie, broń mnie Pancerny, ale...
- No to nic już nie mów.
Gdzieś dalej, na placu, Kociarze ruszyli do wtóru zaśpiewu chórów.
- Widzisz? Wszystko w porządku.
W niebo uderzył natchniony wrzask uniesionych tłumów.
- Wszystko jak należy. Pierwsze Koty Zostały Przełamane.

20120501

Świat Dzwonu

Podniósł się z ziemi, kiedy dźwięk przebrzmiał. Samoloty przelatujące nad Miastem zawsze zwiastowały coś niedobrego, a biorąc pod uwagę fakt, że był niedaleko, należało zachować wszelkie środki ostrożności. Przyczaił się ostatnio w warsztacie, tam zawsze znajdzie się dla niego miejsce. Tym popołudniem jednak wybrał się na spacer - bogowie mu świadkami, że dalej tego potrzebował. 
Samoloty to mała przeszkoda, mimo iż nieprzewidywalna. Gorsze były sondy i burze. 
Burze... nie można się oddalać od Miasta. Człowiek zagubi się w piasku i pyle, i potem wiadomo. Z pustkowi wracają czasem Kurzaki: ludzie, którzy zawędrowali za Daleko. Daleko było pasem czujek otaczających Miasto, wytyczających teren teoretycznie nie zagrażający życiu. 
Sprzątacze dbali o to, żeby czujki były w dobrym stanie, żeby Daleko funkcjonowało tak jak powinno. Naprawiano je od Uderzenia do Uderzenia, bo oczywiście, jak wszystko podpadał pod ich oddziaływanie.
Czasem, kiedy już się nad tym zastanowił, wydawało mu się, że wszystko dookoła się rozpada. Stałe pozostaje tylko uczucie bycia obserwowanym. Rzeczywistość się przeciera i strzępi na brzegach, a z dziur wyglądają spokojne, smutne oczy patrzące ze zrezygnowaniem i świadomością obowiązku. W takich chwilach szedł do ojca, i uspokajał się szklaneczką czegoś mocniejszego. 
Szedł wzdłuż rowu melioracyjnego. Były konieczne na te rzadkie czasy Uderzeń, kiedy całe Miasto i okolica spływała deszczem, po trosze odżywając, i po trosze rozmywając się. 
Razem z drogą czas powoli przechodził w popołudnie, a jego nikt nie zaczepił. Nawet zwierzęta pochowały się przed skwarem, chociaż musiał przyznać, że dużo ich ostatnio nie widział. Właściwie tylko szczury, ale im upały nie przeszkadzały - miały do swojej dyspozycji piwnice i kanały. Tam nie sięgało słońce. Zresztą, co to za słońce. Porządna gwiazda powinna być dalej i mrugać, albo być nieco bliżej, i podpowiadać czas swoim ruchem - ale nie ta. Ta tylko tkwiła w miejscu, i nie dawała choćby wskazówki mijania godzin. Dlatego polegali na wodnych klepsydrach, odmierzających czas spadającymi kroplami. 
Poczuł wiatr na twarzy.
Wytężył węch - już się tego nauczył.. Kiedy podmuch niesie ze sobą lekki zapach tytoniu lub spalenizny, trzeba uważać. Zazwyczaj zwiastuje to trzęsienia ziemi.

Chyba pora wrócić do domu. Za długo czasu spędził na zewnątrz, za bardzo ryzykował. Samoloty mogą zwiastować najgorsze.