20100127

Raport: jednorazowy, dwudziestoletni

Podsumowanie dzienne, godzina 09:48, 27 stycznia 2010.
Bilans strat:
- obiektywizm sądów
- możliwość zostania kucharzem z wykształcenia
- czas z przyczyn różnych, rzadko niezależnych
- romantyczne spojrzenie na romantyczność
- pasek od zegarka
- żal za żabę
- chęć do wyjazdów nad morze
- przewidywalnie: możliwość pozostania takim samym

Bilans zysków:
- trzeźwe spojrzenie na romantyczność
- obowiązki
- przewidywalnie: jeszcze więcej czasu
- odpowiedzialność w małym stopniu
- duże ilości wiedzy o rzeczach kompletnie nieprzydatnych
- drobne kawałki wiedzy o rzeczach istotnych
- nowy zegarek
- kawałki zapisanego papieru

20100117

Zeznanie: Podejście do sprawy

Poprawić gogle. To ważne. Ten cholerny deszcz ze śniegiem zacina pod jak najzłośliwszym kątem: kiedy się idzie zgarbionym, pada wprost na szkła, rozbryzgując się w małe bure ciapaje. Nie pomaga też wiatr, wiejący prosto w twarz - sprawia tylko, że ciapaje rozmazują się po całym polu widzenia, i wtedy już kompletnie nic nie widać. Jedyne co można wtedy zrobić, to przystanąć na chwilę, delikatnie wysunąć gogle spod czapki, żeby wiatr jej nie zwiał, i przetrzeć rękawicami. Potem założyć je z powrotem na twarz, ułożyć paski tak, żeby nie uciskały uszu, i ruszyć dalej pod górę. Tyle że kiedy ma się czyste szkła, to słońce razi jak cholera, i nawet jak się pochylić pod bagażem, to i tak w jakiś niepojęty sposób świeci prosto w oczy. Do tego już całkiem roztapia tę brudnoszarą papkę, która zbełtała się z błota i śniegu, która zaczyna spływać małymi strumyczkami w dół - przemaczając po kolei buty, skarpetki i przemarznięte stopy. Z tym, że tu jest trudniej niż z goglami - nie bardzo jest jak idąc pod górę zmienić buty czy skarpetki.

Więc kiedy frustracja narasta, ty masz co raz to większą ochotę żeby zrzucić z siebie plecak, rozłożyć ramiona i wywrzeszczeć w świat swoje zrezygnowanie i wściekłość na tę cholerną pogodę, i już prawie to robisz, jesteś wyprostowany, nabierasz powietrza...
Pfff.
Nawet to ci zabrali. Nie możesz już sobie nawet ponarzekać.

Cholerny deszcz.
Cholerne słońce.
Cholerna tęcza.
Idziesz dalej.

20100110

Zeznanie: Przebieg Wydarzenia

Jeden z wielu baraków w miejskich dokach. Magazyn jak każdy inny. I tak jak w każdym innym magazynie w dokach, wcześniej czy później...
- Puszczaj! (kobiecy głos)
- Stój kurwa spokojnie, to ci się nic nie stanie (głos męski, sugerujący ogólny brak higieny, za to nadmiar alkoholu)
- Zabieraj łapy! [trzask]
- Weź ją kurwa uspokój. [kroki]
- No, malutka, będziesz miła? Zaraz wszystk[chrup]oomać! Obcas! Wbiła mi jebany obcas w stopę!
[Trzask.]
- Teraz będzie spokojna.
- Dobra, przywiążcie ją do krzesła. Możemy na niego zaczekać, daję mu średnio piętnaście minut. Maksymalnie osiem.

Dobrze że dodał to maksymalnie osiem. Trzy minuty później byłem na miejscu. Chciałbym powiedzieć, że wywaliłem drzwi z kopa. Niestety - były to otwarte na oścież wielkie drzwi magazynu. Nie było czego kopać. Chciałbym powiedzieć, że pod moimi rozpalonymi z wściekłości oczami jarzyło się cieniutkie cygaro, a wąska strużka dymu uchodziła pod sufit. Niestety - nie palę. Nie było czym się zaciągać.

Za to mogę powiedzieć jedno: jeżeli będzie trzeba, rozkurwię cały magazyn w drobny mak, jeżeli będzie trzeba, ominę kule pistoletów i rozszarpię tych skurywsynów gołymi zębami. To nie będzie sąd ostateczny. Ale z tak małej odległości trudno będzie odróżnić.

Jesteś moim słabym punktem. Oni o tym wiedzą. Moją piętą achillesa.

Nie wiedzą, co się dzieje, kiedy się wkurwię. Dowiedzą się.

20100108

Wyciąg z Archiwum: Zamieć

w sumie jest moim przyjacielem jedytnym w klasie

to miał porażenie czy coś, i wiesz trochę niedowłasa jedna ręką i noga, nie wiem jak Ci to wyłtmaczyć, ale może znasz kogoś takiego i wiesz o co mi chodzi? : P

zaniżone poczucie wartości

np. jeść nożem i widelcem jednocześnie

o, kurwa. ciężkie.

"dobra dobra, zobrazuje wszystko tak, cokolweiek robię czy staram się pomagac, w najbłachszych sprawach budzę na twarzasz rodziny politowanie"

okej
to mu wytłumacz
że zgodnie z tą logiką
i to jest jego logika
sam powiedział, że jest stworzony do wyższych celów, i nie może z tym dydkutować. 

no to ma prostą drogę do bycia człowiekiem od wyższych celów.

"Ale to, ta ofermowatośc sprawia, że nigdy nie docenie moich dobrych cech"
a na  to co byś powiedział? 

a jak się bardziej załamie?

"Tak... tylko że mi pomóc, wydaje mi się, może tylko pokonanie niezdarności"
jeżeli tak bardzo przeszkadza mu jego ciało, to niech się zapakuje na wózek inwalidzki i zostanie pierdolonym geniuszem fizyki.

 
albo liczyc, że cały czas, przez całe życie się JAKOŚ prześlizgnę, mimo niezdarności
hoho
chłopak ma pokrewną mi filozofię
o
też się chcę JAKOŚ prześlizgnąć;]
nigdy się nie poloże na wożek. Ironia jest taka. Ja przecież jestem prawie zdrowy, prawie! Mam farta. Poczytaj sobie o porażeniu mózgowym. pomyślisz, czy on przypadkiem nie robi mnie w konia? On, chory? Bzdura! A ja i tak jestem jaki jestem choc nie powinienem...
a Tobie co w życiu przeszkadza, co?
oj, ale ja jestem paskudny.
ale ty jesteś mądra, że mi zadałaś to pytanie.
oj, ale ja jestem lewym leniem
mięką pizdą, która zawsze szuka najłatwiejszego wyjścia.
miękką*
cipa, nie człowiek, jak sądzę.