20100227

Pamiętaj, kurwa

że nigdy nie znasz wszystkich okoliczności. Nie zapominaj o tym.

Ale pozostałych dwóch nie pamiętasz i tak, prawda?
Spróbuj sobie przypomnieć.

Nie pamiętasz. Próbowałeś sobie przypomnieć przez ostatnie pięć minut, i nie możesz. Nie pamiętasz nawet, kiedy ostatnio pamiętałeś.
Ale wiesz, że były trzy.
I dlaczego tak psuje ci nastrój, że ich nie pamiętasz?

Przecież to tylko twoje zasady. Kiedyś tak myślałeś. Dalej tak myślisz, tylko że ich nie pamiętasz.


Nigdy nie bierz niczego na pewno? Nie, to nie to.
Na pewno nie znasz wszystkich okoliczności, tego jednego jesteś pewny.
Ale całej reszty nie.


Bo jak zwykle, na koniec się okazało, że sam sobie jesteś winien.

20100216

Zapis: Przygody pułkownika Pfefferwerka

- Ręka, do cholery! Podaj mi rękę ...no, jeszcze trochę! Czekaj, linę rzucę.. Davin! Davin! Linę rzuć! Cholerne bagno, że też wpakowaliśmy się pod sam koniec...

Kobieta zapadała się coraz głębiej w samym środku ruchomych piasków. Czy może bagna. Czy też bajora. Pułkownik Pfefferwerk nie całkiem orientował się w tym całym środkowoorientalnym klimacie. Czy może południowotropikalnym? Już raczej nie wiadomo. Tak długo uciekali przed ludźmi von Kurtza; właściwie już od samej świątyni Siedmiu Złych Wiatrów Pajęczej Bogini Qivy. Większość tragarzy uciekła; zjedli już praktycznie wszystko co mieli do zjedzenia: suchy prowiant, tubylcze racje żywnościowe i juczne muły, ledwo dawali sobie radę z rozporządzaniem wodą, ale byli już blisko celu: Sankt Singapur wydawał się ledwie o krok. Miasto było ich ocaleniem. Ale ledwie kilka godzin marszu od niego znowu dopadł ich Murdok, straszliwy Król - Barbarzyńca Północnych Stepów, porucznik von Kurtza i jego współplemieńcy. Przez przypadek czy z premedytacją zapędził ich na podmokłe tereny, gdzie jego towarzyszka, Lady Alicja, przez nieuwagę wpadła prosto w sam środek ...no, czegoś, i teraz koniuszkami palców ledwo sięgała liny.
Porozumiewawcze pohukiwania Stepowych Barbarzyńców rozlegały się coraz bliżej, kiedy w końcu podciągnęła się bliżej brzegu, gdzie pochwyciły na nią mocne i pewne dłonie pułkownika Pfefferwerka. Chlipała cichutko przytulona plamiąc błotem kremowy mundur doświadczonego żołnierza, gdy idylliczną scenę przerwał znienawidzony głos von Kurtza:
- To już koniec, Pfefferwerk!
Rozejrzeli się. Byli otoczeni.

Pułkownik miał talent do wyciągania ludzi z bagna. Tylko po to, żeby zaraz wrzucić ich w jeszcze większe.

20100203

Zapis: Studia

- Tak, kochanie, ja jeszcze trochę posiedzę nad Leibnizem i Spinozą, i wrócę na noc do domu... nie, nie martw się, mam czajnik w gabinecie, nie nastawiaj wody. No, pa, kocham. Dobranoc!
Trzask odkładanej słuchawki. Głęboki wdech. Trzeba się uspokoić, emocje szkodzą na pracę. Nastawił wodę w czajniku, który po chwili zaczął uspokajająco szumieć.
Przez chwilę próbował się powstrzymywać, ale przegrał: sięgnął do lewej szuflady biurka i zapalił papierosa. Żarząca się końcówka błyszczała w mroku, kiedy stał przy ciemnym oknie, czekając aż woda na kawę zacznie wrzeć.
Zaczął sobie przypominać książki, które ostatnio czytał dla przyjemności, nie z obowiązku - nie było ich wiele. Ledwie dwie w ciągu ostatniego miesiąca. Cholera, może misiek ma rację, że za bardzo go ta praca pochłania, pomyślał. W końcu siedzę w instytucie więcej niż we własnym domu. Trzeba coś z tym zrobić, obiecał sobie.
Zalał kawę wrzątkiem. Wypił ją prawie duszkiem, parząc sobie gardło. Nie zwrócił na to uwagi. Był już gotowy. Chwycił siekierę opartą o biurko i zszedł do piwnicy.
Panowie Leibniz i Spinoza wymagali dużych nakładów pracy.

20100202

Zeznanie: Osąd

- Ty skurwielu! Sprzedałeś nas! Sprzedałeś sam siebie!

- Uspokój się. Teraz te słowa nic nie znaczą. Ci wszyscy ludzie na zewnątrz i tak usłyszą to, co będę chciał, żeby usłyszeli.

- Wypierdalaj! Straciłeś się! Po tylu latach, kiedy mówiłeś wszystkie te rzeczy, a my ci wierzyliśmy... Zdradziłeś. Nie ma dla ciebie ratunku, dopadła cię pycha, kiedy razem szukaliśmy dumy... za dobrze ci było! Za dobrze! A my pokładaliśmy w tobie całą naszą nadzieję... naiwniacy. 

- Powiedziałem już, żebyś przestał pierdolić. Straż!

- Wezwij straż! Broń się przede mną! Powiedziałem ci już wszystko, co miałeś usłyszeć, teraz zostań sam z moimi słowami i swoim sumieniem! Zostań sam! Kara i tak cię nie ominie!

- Straż!

***

Strzał. Krew na posadzce.

***

Idę szukać snajpera.