- Tak, kochanie, ja jeszcze trochę posiedzę nad Leibnizem i Spinozą, i wrócę na noc do domu... nie, nie martw się, mam czajnik w gabinecie, nie nastawiaj wody. No, pa, kocham. Dobranoc!
Trzask odkładanej słuchawki. Głęboki wdech. Trzeba się uspokoić, emocje szkodzą na pracę. Nastawił wodę w czajniku, który po chwili zaczął uspokajająco szumieć.
Przez chwilę próbował się powstrzymywać, ale przegrał: sięgnął do lewej szuflady biurka i zapalił papierosa. Żarząca się końcówka błyszczała w mroku, kiedy stał przy ciemnym oknie, czekając aż woda na kawę zacznie wrzeć.
Zaczął sobie przypominać książki, które ostatnio czytał dla przyjemności, nie z obowiązku - nie było ich wiele. Ledwie dwie w ciągu ostatniego miesiąca. Cholera, może misiek ma rację, że za bardzo go ta praca pochłania, pomyślał. W końcu siedzę w instytucie więcej niż we własnym domu. Trzeba coś z tym zrobić, obiecał sobie.
Zalał kawę wrzątkiem. Wypił ją prawie duszkiem, parząc sobie gardło. Nie zwrócił na to uwagi. Był już gotowy. Chwycił siekierę opartą o biurko i zszedł do piwnicy.
Panowie Leibniz i Spinoza wymagali dużych nakładów pracy.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz