Nowe wieki ciemne, nazwa przylgnęła, bo nagle zgasło światło. Wszędzie. Wszędzie gdzie nie było łuczyw, świeczek albo samoładujących się latarek.
To był tylko symboliczny symptom, przywrócenie światła to drobnostka. Gorzej było z komunikacją - mało kto miał cierpliwość do heliografu.
A jednak - plotki krążyły, a historie przemieszczały się z miejsca na miejsce.
Opowieści o wędrowcy pośród nocy. O snopach światła przecinających mrok w drodze znikąd do gdzieś, o ryku silnika w czujnej ciszy głębokiej ciemności, o wizgu niczym jazgot syren wiodących nielicznych podróżnych na zgubę.
Powieści filtrowane były przez niedowiarków, modyfikowane przez przesąd i dopasowywane do poprzednich wersji tych samych historii.
I pośród tych półprawd i pomyłek, pośród zgadywania i dopowiadania, zrodziła się druga opowieść.
O wyzwaniu rzuconym drodze. O beztrosce, która daje jeśli nie nadzieję, to przynajmniej tej nadziei możliwość. O zmęczeniu ramion i zdartych podeszwach.
Kierowca i Autostopowicz. Starzy ludzie nie odpowiadali, a dzieci nie pytały, zdjęte strachem. Ale pytanie istniało, dręczyło, drażniło wyobraźnię: co się dzieje, gdy spotykają się dwa mity?
- Och, wcale nie jestem jedyny. Jest nas kilku, każdy trzyma się swojej trasy, robimy notatki i nowe mapy, jak coś się zmieni po drodze. Ostatnio musiałem przerobić trasę nr 12, po tym jak zawaliło się przęsło autostrady...
- No, nie mówię że jedyny! Ale nie pierwszego pana złapałem. Co pan myślisz, że ot tak pytam? Przecież od razu poznałem sygnał. Niesie się ta syrena daleko, przecież tu płasko, i nic już nie hałasuje.
Kierowca podkręcił siwego wąsa, i uśmiechnął się do własnych myśli. Poprawił czapkę i uważnie spojrzał na pasażera.
- Młody, słuchaj. Widać po Tobie, żeś uciekł rodzicom, więc powiedz, skąd jesteś, zawiozę Cię możliwie blisko i wrócisz do domu. Nie ma sensu darmo gadać.
- Ale jak darmo! Ja nie po tom się z wiochy wyrwał, żeby tak od razu wracać! Poza tym, chcę wiedzieć.
- Mianowicie?
- Mianowicie, jak wyglądała... - zawahał się na chwilę - ...jak wyglądała Wielka Ciemność.
Skrzynia biegów zachrobotała, gdy Kierowca zmienił bieg. Silnik warczał, gdy ciężki transportowiec wspinał się na wzgórze. Zachodziło słońce, i ostatnie promienie lizały szczyt.
- Popatrz na horyzont, Młody. Chcesz wiedzieć jak wyglądała Wielka Ciemność? To patrz!
W momencie gdy słońce schowało się za horyzontem, Kierowca wyłączył światła ciężarówki i popędził w dół wzgórza. Autostopowicz zacisnął pięści na podłokietnikach, zdjęty nagłym strachem. Zawieszenie rzęziło na wybojach.
- Wyobraź sobie, że nasza ciężarówka to cały świat, cała ludzkość! Długo i mozolnie wspinaliśmy się w świetle - a potem padło zasilanie, i zaczął się zjazd w dół, stromo i z zakrętami! - w miarę jak to mówił, Kierowca kręcił kierownicą jak oszalały, chyba tylko cudem utrzymując pojazd na asfalcie.
- I myślisz że będzie lepiej? Nie będzie! - czas cudów się skończył, kabiną zatrzęsło tak, że Autostopowicz wyskoczył z fotela, i zaraz opadł zesztywniały, nie mając sił nawet krzyczeć.
- Myślisz że ta Twoja Wielka Ciemność to mistyczna siła? Powiem Ci co to jest! To barbarzyństwo, śmierć i nieszczęście! To złodziejstwo, bestialstwo i tragedia! Momentalny upadek norm, skrupulatnie budowanych! - Autostopowicz szukał drogi ratunku. Starzec oszalał - jego oczy dziko błyskały w mroku, świecąc światłem odbitym duszy, ciężarówka tańczyła na drodze, poddając się jego prowadzeniu. Pasażer czuł, że jeżeli czegoś nie zrobi, czeka go szybki koniec - i nawet go nie zobaczy, bo ciemno było choć oko wykol.
- Nikt nie wierzył! Nikt nie próbował! Nikt nie tęsknił za starym porządkiem! Nikt prócz nas, starych, którzy znali trasy na pamięć! Ucz się, Młody!
Autostopowicz w błysku nagle włączonych świateł dojrzał ku czemu zmierzali: krawędź, za którą ziała tylko czarna pustka, jego Wielka Ciemność.
W szybie zobaczył odbite szatańsko czerwone oczy Kierowcy, który z założonymi rękami pędził ku zagładzie. Zrobił jedyną rzecz, jak przyszła mu do głowy: schwycił koło kierownicy i gwałtownie szarpnął w bok.
Przegrał. Był tego pewien, gdy ciemność znienacka dopadła go i pochłonęła, tuż po tym jak uderzył głową w deskę rozdzielczą.
Światło. Światła, właściwie kilka, raziły go, świecąc prosto w oczy.
Leżał przy kabinie przewróconej ciężarówki, tuż przy krawędzi przepaści. Nie miał ochoty zerkać co się tam czai.
Podniósł się, i zobaczył obok siebie stojącego Kierowcę. Zaciągał się właśnie papierosem, patrząc w mrok.
- Są dwie rzeczy, jakie mogą utrzymać ten świat w kupie, Młody. Dwie rzeczy. Pamięć starych - wyciągnął rękę do Autostopowicza - i działanie młodych.
Chodź. Jedziemy dalej.