20150403

Nowe wieki ciemne

Nowe wieki ciemne, nazwa przylgnęła, bo nagle zgasło światło. Wszędzie. Wszędzie gdzie nie było łuczyw, świeczek albo samoładujących się latarek.
To był tylko symboliczny symptom, przywrócenie światła to drobnostka. Gorzej było z komunikacją - mało kto miał cierpliwość do heliografu.
A jednak - plotki krążyły, a historie przemieszczały się z miejsca na miejsce.

Opowieści o wędrowcy pośród nocy. O snopach światła przecinających mrok w drodze znikąd do gdzieś, o ryku silnika w czujnej ciszy głębokiej ciemności, o wizgu niczym jazgot syren wiodących nielicznych podróżnych na zgubę.

Powieści filtrowane były przez niedowiarków, modyfikowane przez przesąd i dopasowywane do poprzednich wersji tych samych historii.

I pośród tych półprawd i pomyłek, pośród zgadywania i dopowiadania, zrodziła się druga opowieść.
O wyzwaniu rzuconym drodze. O beztrosce, która daje jeśli nie nadzieję, to przynajmniej tej nadziei możliwość. O zmęczeniu ramion i zdartych podeszwach.

Kierowca i Autostopowicz. Starzy ludzie nie odpowiadali, a dzieci nie pytały, zdjęte strachem. Ale pytanie istniało, dręczyło, drażniło wyobraźnię: co się dzieje, gdy spotykają się dwa mity?


- Och, wcale nie jestem jedyny. Jest nas kilku, każdy trzyma się swojej trasy, robimy notatki i nowe mapy, jak coś się zmieni po drodze. Ostatnio musiałem przerobić trasę nr 12, po tym jak zawaliło się przęsło autostrady...
- No, nie mówię że jedyny! Ale nie pierwszego pana złapałem. Co pan myślisz, że ot tak pytam? Przecież od razu poznałem sygnał. Niesie się ta syrena daleko, przecież tu płasko, i nic już nie hałasuje.
Kierowca podkręcił siwego wąsa, i uśmiechnął się do własnych myśli. Poprawił czapkę i uważnie spojrzał na pasażera.
- Młody, słuchaj. Widać po Tobie, żeś uciekł rodzicom, więc powiedz, skąd jesteś, zawiozę Cię możliwie blisko i wrócisz do domu. Nie ma sensu darmo gadać.
- Ale jak darmo! Ja nie po tom się z wiochy wyrwał, żeby tak od razu wracać! Poza tym, chcę wiedzieć.
- Mianowicie?
- Mianowicie, jak wyglądała... - zawahał się na chwilę - ...jak wyglądała Wielka Ciemność.
Skrzynia biegów zachrobotała, gdy Kierowca zmienił bieg. Silnik warczał, gdy ciężki transportowiec wspinał się na wzgórze. Zachodziło słońce, i ostatnie promienie lizały szczyt.
- Popatrz na horyzont, Młody. Chcesz wiedzieć jak wyglądała Wielka Ciemność? To patrz!
W momencie gdy słońce schowało się za horyzontem, Kierowca wyłączył światła ciężarówki i popędził w dół wzgórza. Autostopowicz zacisnął pięści na podłokietnikach, zdjęty nagłym strachem. Zawieszenie rzęziło na wybojach.
- Wyobraź sobie, że nasza ciężarówka to cały świat, cała ludzkość! Długo i mozolnie wspinaliśmy się w świetle - a potem padło zasilanie, i zaczął się zjazd w dół, stromo i z zakrętami! - w miarę jak to mówił, Kierowca kręcił kierownicą jak oszalały, chyba tylko cudem utrzymując pojazd na asfalcie.
- I myślisz że będzie lepiej? Nie będzie! - czas cudów się skończył, kabiną zatrzęsło tak, że Autostopowicz wyskoczył z fotela, i zaraz opadł zesztywniały, nie mając sił nawet krzyczeć.
- Myślisz że ta Twoja Wielka Ciemność to mistyczna siła? Powiem Ci co to jest! To barbarzyństwo, śmierć i nieszczęście! To złodziejstwo, bestialstwo i tragedia! Momentalny upadek norm, skrupulatnie budowanych! - Autostopowicz szukał drogi ratunku. Starzec oszalał - jego oczy dziko błyskały w mroku, świecąc światłem odbitym duszy, ciężarówka tańczyła na drodze, poddając się jego prowadzeniu. Pasażer czuł, że jeżeli czegoś nie zrobi, czeka go szybki koniec - i nawet go nie zobaczy, bo ciemno było choć oko wykol.
- Nikt nie wierzył! Nikt nie próbował! Nikt nie tęsknił za starym porządkiem! Nikt prócz nas, starych, którzy znali trasy na pamięć! Ucz się, Młody!
Autostopowicz w błysku nagle włączonych świateł dojrzał ku czemu zmierzali: krawędź, za którą ziała tylko czarna pustka, jego Wielka Ciemność. 
W szybie zobaczył odbite szatańsko czerwone oczy Kierowcy, który z założonymi rękami pędził ku zagładzie. Zrobił jedyną rzecz, jak przyszła mu do głowy: schwycił koło kierownicy i gwałtownie szarpnął w bok.
Przegrał. Był tego pewien, gdy ciemność znienacka dopadła go i pochłonęła, tuż po tym jak uderzył głową w deskę rozdzielczą.

Światło. Światła, właściwie kilka, raziły go, świecąc prosto w oczy.
Leżał przy kabinie przewróconej ciężarówki, tuż przy krawędzi przepaści. Nie miał ochoty zerkać co się tam czai.
Podniósł się, i zobaczył obok siebie stojącego Kierowcę. Zaciągał się właśnie papierosem, patrząc w mrok. 
- Są dwie rzeczy, jakie mogą utrzymać ten świat w kupie, Młody. Dwie rzeczy. Pamięć starych - wyciągnął rękę do Autostopowicza - i działanie młodych.

Chodź. Jedziemy dalej.

20150307

Wdowa Fiskalna

- Nie, kurwa, nie wierzę, jak to możliwe? Że grosza brakło? I to zapierdoliło całe negocjacje?
- Panie, wiesz jak ściśle traktują złoto. Powiedzieli że skoro nie potrafimy wywiązać się z tak podstawowych kwestii jak równa zapłata zgodna z umową, to jak mogą nam zaufać?
- Kto jest za to odpowiedzialny? Pytam, kto, kurwa, jest odpowiedzialny za rozjebanie misternej operacji dyplomatycznej, której przygotowanie pochłonęło jedną trzecią naszych funduszy?
- Wszystkie transakcje księgował pomniejszy boruta, Panie, niegodny uwagi. Numer 21.1-4.
- Niegodny, kurwa, uwagi? Zaraz zwrócę na niego uwagę. Powiesić. Dwa razy. Potem łamanie kołem. Dyscyplinarne wbicie na pal. A potem przysłać go do mnie. Dopiero mu się dobiorę do włochatego dupska.

- Więc chcesz mi powiedzieć, że fey i nordowie nie tylko nie przyłączą się do nas, ale też blokują wszelkie ruchy przez ich terytorium, z pełnym zamknięciem granic, oskarżając o spisek i zdradę? Dobrze zrozumiałem?
- O Wielki Ciemny, ślemy noty...
- Bure takie noty! Po co mi cały wasz ten wydział dyplomacji, skoro lepiej poradziłby sobie dzieciak z trąbką na bujanym koniu?! Wiesz już, kto zawinił?
- O Wielki Ciemny, najprawdopodobniej w Administraturze...
- Administracja? Świetnie. Awansuję Cię karnie na Inspektora Administratury. Dowiesz się jak doszło do takiej porażki. I ciesz się, pokrako, że masz tę szansę, i lepiej żebyś znalazł winnych, bo to ja składam raporty Najciemniejszemu, i chcę mieć mu coś do powiedzenia przed najbliższym Rozpalaniem, a nie tylko Twoją wygarbowaną skórę do pokazania. Odmaszerować.
- Tak jest, O Wielki Ciemny...

Karny Inspektor Administratury. Po bez mała dwóch setkach odsłużonych w Dyplomacji, po koordynowaniu handlu Kamieniami Filozoficznymi, po ogarnięciu bajzlu jaki zostawiły po sobie Ifryty w Egipcie i Libii... Administratura. Karny awans, jego mać.

Od dwóch przejść siedział nad papierami dokumentującymi wpłaty i wypłaty, przelewy, windykacje, wymuszenia i przekupstwa, jakie składały się na operację sprzymierzania się z innymi Ludami w oczekiwaniu na bitwę ostateczną. Bolała go rogata głowa, kopyta swędziały od myślenia, i nie mógł dojść do tego, jak w finalnym akcie mogło zabraknąć hajsu. Tak po prostu, znikąd. Zniechęcony z nudów chlasnął ogonem młodego borutę, który właśnie przyniósł mu nowe stosy cyrografów i kontraktów.
Cyrografy... może to jest klucz? Może rozwiązania trzeba szukać w pieniądzach z powierzchni? Wycieczka na górę? Tak długo siedział w papierach, że nawet to wydało mu się atrakcyjne... Pora odwiedzić starego znajomego.


Kawiarnia na rogu kamienicy była całkiem przyjemna, pomijając grającego na akordeonie tubylca, który nachalnie dopraszał się pieniędzy. Wrzucił mu więc przeklętego złota do kapelusza, upewniwszy się, że przepije je a nie odniesie do domu. Wrócili do rozmowy.
- Karny Awans? Nie w kij dmuchał, musiałeś ostro wkurwić Dół. Współczuję.
- Ty mi nie współczuj, Ty mi pomóż! Jak ja się wygrzebię z tego gówna? W papierach nic nie ma, pieniędzy nie ma, mojej posady nie ma, a Wielki Ciemny obedrze mnie ze skóry, jak się nie dowiem. No weź coś podpowiedz.
- Co ja Ci podpowiedzieć mogę? Nie pracuję już dla was, mój proces o dezercję już się przedawnił...spokój tu na górze. No, nie becz, coś może mogę. Ja dostępu do tego nie mam, ale skoro masz stanowisko w Administracji, sprawdź skąd dokładnie pochodzą wasze górne fundusze. Może coś do was spłynęło, nie wiem, z Jerozolimy, z Polski albo z Watykanu? Ogarniesz. Ja tymczasem lecę, przygruchałem tu ostatnio gołąbeczkę z Góry, trzeba jej pomóc opatrzeć się w okolicy. Powodzenia!
I tak się rozeszli. Karnie Awansowany Inspektor Administratury przeklnął swój los, dopił kawę słodką jak grzech i przeniósł się do Archiwów.

Nie mógł uwierzyć, w to co znalazł. Zaangażował sztab borutów do sortowania papierów wedle ściśle określonych reguł. Przeglądnął zapisy historyczne, sięgające dwóch tysięcy górnych lat wstecz. Sprawdził je ponownie, porównał z przychodami i wychodami Piekła. Obliczył prawdopodobieństwa i ryzyko, popłakał z rozpaczy w kącie, skatował jednego borutę i wyciągnął wnioski.

Kryzys bankowy 2014. W efekcie? Wzrost świadomości społecznej, upadek wielu spółek zarządzanych przez piekło.
Czarny czwartek? Burdel owocujący kontrolą finansów, obcięło im to mnóstwo możliwości.

Skarb Templariuszy. Defraudacje Karola Wielkiego. I tak dalej, i tak dalej, w przeszłość... waluty się zmieniały, kursy wahały w górę i dół, pieniądz krążył i zmieniał właściciela, robiąc tyle samo dobrego i złego, a wszystkie transakcje miały jeden wspólny punkt.
Właściwie dwa. Dwa wdowie grosze, rzucone w ofierze na świątynię.
Błogosławione słowem samego Syna Bożego.
Nic dziwnego, że wycina takie numery. Nic dziwnego, że piekielni kasjerzy nie byli w stanie go kontrolować.
Nic dziwnego, że mamy takie burdel w papierach.
Zaksięgowane na świątynię w Jerozolimie jako wolny datek, po opodatkowaniu, przemieleniu przez machiny finansowe dziejów rozrosły się do gigantycznych kwot, do etapu w którym teraz nie był w stanie stwierdzić, czy Piekło płaci własnym złotem, czy może cały budżet podziemi to jeden wielki ponury żart. 

Piekło zamarznie. Ale najpierw będzie musiało zapłacić podatek od Świętości.