20091103

Zapis: Barton Fink

Siedzisz w tym hotelu tydzień nie wiesz co się dzieje
czy to sen czy jawa czasem się do siebie śmiejesz
Czasem dół masz okrutny zmieniają się nastroje
W dzień się czujesz bezpiecznie raczej w nocy się boisz
I nie możesz (wyjechać ze/pojechać do?) swojego nowego jorku, bo to oczywiście byłoby za proste. Niezależnie od tego, gdzie aktualnie znajduje się nowy jork, czy w australii, czy w knajpce za rogiem, gdzie twoi znajomi w jednym rogu smażą naleśniki, a w drugim naprawiają radia i żarówki. Patrzysz na nich i myślisz, oni mają swój szczęśliwy nowy jork, swój szczęśliwy nowy rok, czy wszystkie lata ze sobą, czy wszystkie lata szczęśliwe za sobą, czy może wszystkie lata szczęśliwie za sobą. Tobie to nie robi różnicy, bo oni akurat polewają talerz polewą czekoladową albo dzwonią do tej cholernej hurtowni po paczkę tranzystorów, a ty patrzysz z boku i czujesz się prawie szczęśliwy: wyszedłeś z hotelu, poszedłeś do knajpki za rogiem, którą prowadzą twoi znajomi i zjesz te cholerne naleśniki, albo nie, w ostatniej chwili zmienisz zdanie, tylko dlatego że możesz, i zamówisz okazję dnia pierogi ruskie. Zasmażane. I nikt ci nie powie, że to niezdrowe.
Potem wyjdziesz, i wiesz co? Oni dalej będą tam siedzieć. I będą z tego cholernie zadowoleni, bo chociaż siedzą w dwóch przeciwnych kątach knajpy, to to jest ich miejsce, gdzie przyjmują kogo chcą, ugotują co chcą, jeśli potrafią to ugotować, naprawiają co chcą, jeśli potrafią to naprawić, a potem, po dniu umiarkowanie ciężkiej pracy siadają ze sobą i rozmawiają, albo idą na zaplecze albo na piętro przespać się ze sobą, jeśli akurat mają chęć.
I wiesz co? I są szczęśliwi.
Przynajmniej chciałbyś, żeby tak było.
Bo wyglądają na przyzwoitych ludzi.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz