20091111

Zeznanie: szalony klaun

Nie można całego życia przejechać na oparach absurdu.  Głos obił ci się rykoszetem przez pokój i trafił do twojej czaszki, i zarezonował tam. Miałeś ochotę półżartem zapytać z udawanym zdziwieniem "...nie?" i zrobiłeś to, bo tak. Wtedy właściciel głosu nie spojrzał ci w oczy, właściwie spuszczał je trochę w dół, i powiedział na wpół do siebie "no chyba nie..."

A ty byś chciał. 

Zawsze chciałeś.

Zrozumiałeś to wtedy, kiedy ci powiedzieli, że nie możesz. I tym bardziej chcesz, chociaż się zastanawiasz, chociaż twój półżart rozbudził kolejne kwestie poruszające innych ludzi, i oni mówili wyjątkowe rzeczy o wyjątkowych ludziach, to ty właściwie wtedy już tego nie pamiętałeś. Bo miałeś w głowie te słowa, a wtedy dołączyły do nich inne słowa, te wtedy rozbudzone: o tym że to tak specjalnie, że to nie jest normalne, i że zwyczajnie tak nie jest.

I wtedy zrozumiałeś.

Chciałeś być taki jak oni. Zawsze chciałeś być taki jak oni, niezależnie od tego, kim by oni nie byli. Ale nie sądziłeś, że oni tacy nie są. To kwestia tego jak ich widzisz. I nawet jeśli ktoś z nich mówił bądź sobą (przypierdol mu jeśli chcesz) to ty chciałeś być jak on. Bo ty patrzysz na świat, jakbyś nigdy nie wychodził z gabinetu krzywych luster. Właściwie krzywych okien, albo krzywych okularów, przez które patrzysz.

I nigdy nikt ci tych luster nie zbił. A powinni, jeśli naprawdę by chcieli czegoś nauczyć.

Kurwa.

Nie wierzysz sam sobie, że tak było?

Już nie pamiętasz?


(Zdradzić wam zakończenie? Mi już dziś wieczorem opowiedzieli Szaleni Klauni. Wszystko dobrze się kończy.)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz