Chciałbyś wiedzieć, która jest na wierzchu. Ekskurs: Tak, doskonale zdajesz sobie sprawę z tego, że wszyscy ludzie tak mają, nawet ci którzy zarzekają się najbardziej, że nie, ale nawet nie oni najbardziej - najwięcej masek mają ci, którzy nie odzywają się na ich temat. Ale ty oczywiście wiesz, która jest na wierzchu. W danym czasie. W danym miejscu. Przy danej osobie. I owszem, pewnie część z nas/was/ich w końcu znajdzie/już znalazła dany czas, dane miejsce czy daną osobę, przy której ściąga wszystkie maski i staje nagi, albo przynajmniej zostawia tę jedną, ostatnią, bo przecież owszem, każdy potrzebuje prywatności i swoich małych brudnych sekretów, bo gdy one znikną i staną się wspólne to co ci zostanie? Więc ściągasz tą ostatnią maskę. Więc zostawiasz tę jedną, ostatnią. Masz miejsce, masz czas, masz osobę. Jesteś szczery jak nigdy nie byłeś, mówisz co chcesz powiedzieć, słyszysz, to co zostało uznane za odpowiednią odpowiedź, czasem nawet szczerość zostaje doceniona, i dostajesz w zamian prawdę lub szczerość, lub obie naraz, bo rzadko się okazuje, że są tym samym, i jest naprawdę dobrze. Nawet jeżeli czujesz niepokój, bo albo nie masz już żadnych masek, a wtedy możesz się osunąć w to bezsilne bajorko "już nic nie mogę poradzić" albo nie zostało ci już więcej takich masek, które chcesz ściągnąć, więc musisz się zamykać od nowa. Tak czy inaczej - jest dobrze. Byłeś szczery.
Tylko co potem? Myślisz że maski lubią pozostać ściągnięte?
Hm? Wiesz już, jakie to uczucie, kiedy kogoś przepraszasz, i zaczynasz się zastanawiać, czy rzeczywiście szczerze i gorąco przepraszasz, czy może to po prostu kolejny chirurgiczny zabieg w trakcie operacji, gdzie pacjentem są relacje międzyludzkie? Dokładnie wymierzone cięcie skalpelem, kilka nakłuć tu i tam, i masz to co chciałeś, zdrowy/idealny/twój efekt. Nie liczy się w sumie to, czy jest dobry czy zły obiektywnie, liczy się tylko to, że ty na niego wpłynąłeś, świadomie. To jest nałóg, od którego ciężko się uwolnić.
Ale przecież to nic złego, prawda?
Tak... całe życie wyszukujemy sobie wymówki, żeby usprawiedliwić własne działania.
Zrób to. Przecież to nic złego/racja jest po twojej stronie/i tak się nie zorientują/nikomu nie zrobi różnicy tak czy tak.
Wiesz co jest pocieszające? Jeżeli zauważasz problem, i nazywasz go problemem, to już jakiś początek.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz