- Życzyła sobie pani zdaje się stonowane kolory? Tu ma pani paletę, proszę przejrzeć... Ten odcień, pozwolę sobie zasugerować, zdecydowanie korzystnie wyglądałby na ścianie na przeciw okna, nawet w tym pokoju. Tak, oczywiście że dajemy rabat na hurtowe zakupy. O, a ten by był dobry... och, ależ oczywiście. Ostateczna decyzja należy do pani, bez wątpienia. Już przynoszę katalogi.
Pokój wypełniało jasne światło, padające na całą powierzchnię podłogi ze sklepionego łukowo okna. Było jasne popołudnie, gdyby wysilić uszy, prawdopodobnie można by usłyszeć dzieci bawiące się na podwórzu... chociaż może nie w tej okolicy. Pogoda w każdym bądź razie była przepiękna. Prawdziwa wiosna, z tych co to wiatr zwiewa chustki z głów dziewczętom, a chłopcy jadą polować na żaby. Kobieta siedziała na środku pomieszczenia i przeglądała karty firm malarskich. Wszystkie wypełniały odcienie szarości, od grafitu aż po gołębi beż z domieszką mleka. Byłaby spokojna, gdyby nie słyszała kroków dudniących nierytmicznie na schodach. Spodziewała się ich.
Razem z łomotem buciorów do pokoju wpadł smród taniej wódki, cebuli i niemytego ciała, wrzeszcząc "A tam na górze pierdolniemy jakiś szlaczek, nie? Zobaczysz, będzie ci się zajebiście mieszkało, zobaczysz..."
Westchnęła.
wiesz, nigdy nie lubiłam malarzy.
OdpowiedzUsuńzresztą, opowiem Ci coś o nich, z dnia wczorajszego.
i dziękuję.