Każdy, kto zapuściłby się tego wieczoru do lasu, dojrzałby dziwne błyski i przebiegające cienie postaci, które nie przypominały ludzkich. Usłyszałby skwierczenie, huk płomieni, trzaski i bzyczenie, podobne do tego, które wydaje naprawdę wkurzona osa. Co jakiś czasu usłyszałby też okrzyki, dobiegające z różnych kierunków.
Gdyby odważyłby się podejść bliżej, i zdołał pośród dymu, płomieni i cieni drzew dojrzeć owe postacie, na pewno by rozpoznał w nich ludzi - ubranych w kombinezony i maski gazowe. I na pewno by zauważył, że była ich tylko dwójka.
Zdjął maskę. Odpalił cygaro. Pośród smrodu palonych gniazd i drzew dało się wyczuć nutkę wanilii, jednak nie wiedział który zapach daje mu większą przyjemność.
Po chwili podeszła, również zdjęła maskę, i odpaliła miotacz ognia w stronę jednego z ostatnich bagnistych jeziorek w pobliżu.
- Dwadzieścia do jednego, dziwki!
Zaciągnął się cygarem. Sięgnął po ostatnią butelkę, odpalił, i od niechcenia rzucił w kierunku jeziorka.
- To już chyba wszystko na dziś, co?
Nie odpowiedziała. Jedyne co mógł dostrzec na jej osmalonej twarzy to mściwa, złośliwa radość.
- Koniec, kocie. Jedźmy do domu.
Dalej nic nie mówiła.
- Kocham cię, kocie.
Uśmiechnęła się.
- Wiem.
20100529
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Bo wiem.
OdpowiedzUsuńI już.
Jeśli kocio, to musiałam to pokochać.
OdpowiedzUsuń