- Jej ojciec pracował w wodociągach, czy gdzieś… tak słyszałem.
Fragment rozmowy obił mi się o uszy, kiedy wchodziłem na salę rozpraw. W sumie nie wiedziałem, co to ma do rzeczy. Ciężko było mi się zorientować w gwarnym, dusznym pomieszczeniu po wejściu do niego z letniego popołudnia, jakie odbywało się za jej murami.
Świadek siedziała na swoim miejscu, przed obliczem sądu. Dobrze zbudowana , o niebieskich oczach, z blond włosami spływającymi na ramiona… nie widziałem dokładnie, bo była odwrócona profilem, ale wydawała się całkiem atrakcyjna. Kiepsko. Szkoda jej.
- … słyszałem rewelacyjne rzeczy na jej temat. Podobno kręciła się cały czas w okolicy, kiedy to wszystko się działo… praktycznie jest świadkiem koronnym.
- Eee, pieprzysz. To bujda, nie miała szans dostać się tak blisko, wszystko było ściśle tajne… świadek koronny? A widzisz gdzieś przemiłych panów z programu ochrony świadków? Ja nie.
Tak to już jest, ostatni świadek w dwuletnim procesie rzadko ma szansę coś zmienić. Chciałoby się wierzyć, że jest inaczej, ale to naiwność. Zasłyszane fragmenty rozmów zdawały się to potwierdzać. Mnie osobiście wynik procesu mało obchodził, miałem tylko wysmażyć raport dla centrali i zgarnąć za niego tygodniową wypłatę, ale wokół mnie wrzało – może ta kobieta miała okazać się dobrą wróżbą i przynieść odmianę na lepsze? Ciężko stwierdzić. Pierwszy raz ją widziałem, nie miałem na jej temat wyrobionego zdania.
Zobaczy się.
Mam nadzieję, że szybko im to zleci. Chciałbym być już w domu. O, sędzia idzie.
Do roboty. Karty na stół, panowie i panie.
20100317
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz