Kapitan Robert ekipę swą
zabrał do Pragi daleko stąd
kilku wypadło, kilku zostało
kilku wynieśli jak martwe ciało
Z załogą trupów powrócił razem
w porcie kiesę miał pełną migiem
z łapówką i sławą, i wszystkim w komplecie
więc zebrał załogę by wieźć ją po świecie
Kapitan Robert ekipę raz
wziął do Timbuktu i Shangri-La
jedni furiaci, a drudzy szaleni
inni gdzieś w Czadzie ze statku zmieceni
Z załogą trupów powrócił razem
z tych co przeżyli i bunt i chorobę
z silnych i twardzych, odważnych zmęczonych
tylko wierni mu pozostali
Kapitan Robert statek swój
wziął do Pekinu Mozambiku
szalony w kajdanach podziwiał je
jedna z nich dała mu serce swe
Kapitan Robert zobaczył drużynę
nowych i młodych, zielonych krztynę
załoga rozpadła się podczas swych przygód
żaden by nie zniósł następnych niewygód
Z załogą trupów powrócił razem
z tych co przeżyli i bunt i chorobę
z silnych i twardzych, odważnych zmęczonych
tylko wierni mu pozostali
Z załogą trupów powrócił razem
w porcie kiesę miał pełną migiem
z łapówką i sławą, i wszystkim w komplecie
więc zebrał załogę by wieźć ją po świecie
Kapitan Robert ekipę raz
wziął do Timbuktu i Shangri-La
jedni furiaci, a drudzy szaleni
inni gdzieś w Czadzie ze statku zmieceni
(tłumaczenie tekstu ballady zespołu Abney Park, The Ballad Of Captain Robert)
20100625
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
nienawidzę okresu.
OdpowiedzUsuńi umarło mi gg.