20120501

Świat Dzwonu

Podniósł się z ziemi, kiedy dźwięk przebrzmiał. Samoloty przelatujące nad Miastem zawsze zwiastowały coś niedobrego, a biorąc pod uwagę fakt, że był niedaleko, należało zachować wszelkie środki ostrożności. Przyczaił się ostatnio w warsztacie, tam zawsze znajdzie się dla niego miejsce. Tym popołudniem jednak wybrał się na spacer - bogowie mu świadkami, że dalej tego potrzebował. 
Samoloty to mała przeszkoda, mimo iż nieprzewidywalna. Gorsze były sondy i burze. 
Burze... nie można się oddalać od Miasta. Człowiek zagubi się w piasku i pyle, i potem wiadomo. Z pustkowi wracają czasem Kurzaki: ludzie, którzy zawędrowali za Daleko. Daleko było pasem czujek otaczających Miasto, wytyczających teren teoretycznie nie zagrażający życiu. 
Sprzątacze dbali o to, żeby czujki były w dobrym stanie, żeby Daleko funkcjonowało tak jak powinno. Naprawiano je od Uderzenia do Uderzenia, bo oczywiście, jak wszystko podpadał pod ich oddziaływanie.
Czasem, kiedy już się nad tym zastanowił, wydawało mu się, że wszystko dookoła się rozpada. Stałe pozostaje tylko uczucie bycia obserwowanym. Rzeczywistość się przeciera i strzępi na brzegach, a z dziur wyglądają spokojne, smutne oczy patrzące ze zrezygnowaniem i świadomością obowiązku. W takich chwilach szedł do ojca, i uspokajał się szklaneczką czegoś mocniejszego. 
Szedł wzdłuż rowu melioracyjnego. Były konieczne na te rzadkie czasy Uderzeń, kiedy całe Miasto i okolica spływała deszczem, po trosze odżywając, i po trosze rozmywając się. 
Razem z drogą czas powoli przechodził w popołudnie, a jego nikt nie zaczepił. Nawet zwierzęta pochowały się przed skwarem, chociaż musiał przyznać, że dużo ich ostatnio nie widział. Właściwie tylko szczury, ale im upały nie przeszkadzały - miały do swojej dyspozycji piwnice i kanały. Tam nie sięgało słońce. Zresztą, co to za słońce. Porządna gwiazda powinna być dalej i mrugać, albo być nieco bliżej, i podpowiadać czas swoim ruchem - ale nie ta. Ta tylko tkwiła w miejscu, i nie dawała choćby wskazówki mijania godzin. Dlatego polegali na wodnych klepsydrach, odmierzających czas spadającymi kroplami. 
Poczuł wiatr na twarzy.
Wytężył węch - już się tego nauczył.. Kiedy podmuch niesie ze sobą lekki zapach tytoniu lub spalenizny, trzeba uważać. Zazwyczaj zwiastuje to trzęsienia ziemi.

Chyba pora wrócić do domu. Za długo czasu spędził na zewnątrz, za bardzo ryzykował. Samoloty mogą zwiastować najgorsze.

1 komentarz:

  1. Zmień wodne klepsydry na kurzowe. Wyobraź sobie obrzydły pył przesypujący się w spalonym słońcem mieście, ledwo widoczny w smugach opadającego jak mżawka drobnego żwiru.
    Heh, pozdrawiam. Fajne.

    OdpowiedzUsuń