20121012

Świt Dzwonu

Słońce zgasło.

Nietrudno zauważyć. Nagle zaroiły się wszędzie gwiazdy i świeczki wyciągnięte z zapomnianych piwnic. Szczury udostępniały je ludziom, wiedziały że nie ma sensu się sprzeczać o wykorzystywanie przestrzeni. Ludzie budują domy, w nich piwnice, składują w nich rzeczy, a szczury w nich mieszkają - tak było, i raczej nieprędko znajdzie się powód, żeby to się zmieniło.

Pora była wrócić do domu, wiedział o tym już od dawna, ale gwiazdy tak kusiły - przysuwał się to bliżej, to dalej od nich - puste miejsce po słońcu emanowało czernią tak silną, że nawet zatroskane twarze z obrzeży rzeczywistości zniknęły.

Właściwie kiedy tylko zdał sobie z tego sprawę, znaleźli go. Wyłonili się zza załomów murów w swoich płaszczach i maskach, z karykaturalnie sterczącymi ramionami, które rzucały rozchybotane, kanciaste cienie w światłach świec. Uciekał, czując na sobie ich oddech. Rozbijali mury, za którymi się chował. Przekopywali rowy, w których się kulił.
Wszyscy wiedzieli, że nie ma przed nimi ucieczki, no i oczywiście dlatego nie wyściubiali nosa z mieszkań - razem z łomotem ich butów gonił go trzask zakleszczanych okiennic, kiedy mieszkańcy udawali, że wcale ich tam nie ma, że wcale nic nie chowają, że wcale nie znają tego, kto ucieka.

Wiedział gdzie może się skryć.
Krypta. Czas uciekać do krypty.

I wtedy, poprzedzone chybotem świata, nadeszło Uderzenie. W jednym momencie cały świat spłynął wodą, niszcząc uprawy, przerywając tamy, wyrywając drzewa i włosy z głowy.

Tylko dzięki niemu zdołał uciec.
Kiedy zakręcał ostatnie zawory stalowych drzwi krypty, przyrzekł sobie, że nigdy już, nigdy jej nie opuści, niezależnie od tego, co będą obiecywać.

Głowy z obrzeży pokiwały z szacunkiem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz